Siewcę Wiatru sprawiłem sobie w ramach prezentu rocznicowego. Stałem dosyć długo w Empik'u przy
stoisku z literaturą
fantasy i starałem się dobrze wybrać. Ostatecznie jednak sięgnąłem do kompletnie nieznanej mi autorki -
Maji Lidii Kossakowskiej. Dlaczego? Otóż... z małowzniosłego powodu - za ponad sześciuset stronnicową książkę jej autorstwa zapłaciłem mniej niż 30 zł (jak widać kobietom także w literaturze powodzi się gorzej...)
Po pochłonięciu całości muszę przyznać, że wybór był trafny. Nie jest to arcydzieło, ale opowieść snutą przez Kossakowską czyta się z zapartym tchem. Bardzo szybko czytelnik utożsami się z bohaterami - aniołami, demonami, i całą masą innego "skrzydlatego" bractwa. Język, mimo iż opisuje rzeczywistość poniekąd duchową, jest bardzo realistyczny. Powieść emanuje emocjami, namiętnościami i pożądaniami.
Główny wątek ukazuje trzech znanych nam z chrześcijaństwa archaniołów: Gabriela, Rafała i Michała, którzy po pewnym niebiańskim przewrocie dochodzą do władzy w Królestwie. Pomysł nie nowy i już przedstawiany tak w literaturze, jak i na ekranie.
To co autorkę wyróżnia to kompletny synkretyzm religijny - w powieści znajdują się postacie z niemal każdej większej religii (odpowiedniki aniołów). W plejadzie bohaterów wystąpią zatem dżinny, eony i inne byty duchowe, tak występujące w Islamie czy Judaizmie jak i w gnostycyzmie.
Pod względem teologicznym nieco mnie ten mikst stopował, ale wartka akcja zrobiła swoje.
Jeszcze jeden minusik tej powieści - zakończenie, które do mnie jakoś nie przemówiło. Na szczęście poprzedzające 500 stron - prawdziwa gratka dla miłośnika fantasy!
Z pewnością sięgnę po kolejne powieści Mai Lidii Kossakowskiej - Wam również polecam.