Śledztwo to na pozór zwykły krymaniał wzorowany na typowych opowieściach detektywistycznych o Sherlocku Holmesie. Napisany
w stylu wielkiej satyry na wszechobecną myśl o panujacej harmonii i porządku na świecie. Akcja dzieje
się w Londynie, jest nawet porucznik Scotland Yardu - Gregory, i jest też zagadka z pozoru wzięta z tanich dreszczowców lub horrorów - zniakajace zwłoki, ale tylko na pozór. Gregory to typowy bohater poukładany, rzeczowy i racjalny. Lem wystawił go na bardzo duże wyzwanie - wyjaśnić tajemnicę znikających i podobno ożywających zwłok. Ale jak można wytłumaczyć coś co nie jest pojętę dla ludzkiego umysłu. Dla pomocy i tak jak w kazdym kryminale umieścił też z pozoru winnego naukowca, który okaże się głównym podejrzanym, ale tylko podejrzanym. Książka ma prostą i logiczną fabułę tak jak powinniem być uporządkowany świat, ale ma też ukrytą głębię, jak każda książka Lema. Więc, jak można wyjaśnić zmartwychstanie, to główny wątek tej książki. czy rzeczywiście KTOŚ stworzył świat na którym panuje idealny porządek i harmonia (tak jak twierdził Eistain - dopóki nie odkrył kwantów). Czy może rządzi nami pewna zmienna statystyczna? książki Lema mają to do siebie, że pisząc o rzeczach małych porusza rzeczy wielkie i abstrakcyjne. Z każdą przeczytaną kartką można wysnuć wniosek, że na tym świecie wcale nie musiało być "Boskiej" ingerencji tylko coś się mogło wydarzyć samoistnie. Z zestawienia pewnych danych, które może przypadkiem, gdzieś się spotkały. Gregory jako główny bohater, też ma niełatwe wyzwanie - Londyn opisany w książce to wielki labirynt, z nieskończoną liczbą uliczek i zaułków, po którym, nasz bohater nie porusza się w sposób racjonalny, ale wręcz przeciwnie decyduje za niego przypadek i to przypadek pcha go na coraz to inne tory śledztwa. Z tym problemem zmaga się Gregory i jak łatwo się domyślić nic nie wskaże na rozwiązanie tego śledztwa, każdy będzie musiał rozwiązać ją na swój sposób.