Piąty Elefant to kolejna część przygód niezrównanej (i niezrównoważonej...) Straży Miejskiej Ankh-Morpork, największego miasta
na Świecie Dysku. Tym razem w grę wchodzi wielka intryga, wilkołaki, krasnoludy, wampiry i olbrzymie złoża tłuszczu... Tak, nie pomyliłem
się - złoża tłuszczu, leżące głęboko pod ziemią w górach Uberwaldu - krainy rozlicznych nieumarłych oraz pracowicie wydobywujących smalec krasnoludów. Tam właśnie los zaprowadzi kapitana Samuela Vimesa, Marchewę, Cudo Tyłeczek, Detrytusa oraz Anguę, czyli - wyłączając Sama Vimesa - przedstawicieli 3 podstawowych ras zamieszkujących krainę. Wszystko zaczyna się od tego, że krasnoludy przygotowują się do wyboru nowego króla, który, w ramach ceremonii koronacyjnej ma zasiąść na kamiennej Kajzerce - krasnoludzkim wypieku, będącym swego rodzaju tronem. Niestety Kajzerka została skradziona, choć nikt o tym głośno nie mówi, a wśród krasnoludów stojących za poszczególnymi z nowych kandydatów do objęcia tronu powoli rodzi się konflikt. Do Uberwaldu przybywają więc mediatorzy. Reprezentantem Ankh-Morpork zostaje z polecenia Lorda Vetinari nie kto inny jak Samuel Vimes, świeżo upieczony arystokrata. Do jego świty dołącza małżonka - Lady Ramkin, oraz troll Detrytus i Cudo Tyłeczek - krasnoludka zemancypowana. Angua tymczasem, węsząc wiszące w powietrzu kłopoty ucieka po kryjomu do Uberwalud zapobiec katastrofie - szykowanemu przez jej wilkołaczą rodzinę spiskowi. Marchewa kierowany sercem i mizernym nosem kundla Gaspode rusza w ślad za nią. Wszyscy ostatecznie spotykają się w Uberwaldzie, jak to przystało na dobrych detektywów rozwiązując zagadkę, poznając przy tym bandę Igorów-lokajów, transplantologów-amatorów, oraz pozostawiając za plecami sporo martwych ciał - no ale czego się nie robi dla dobra sprawy. Samego rozwiązania zadania lepiej nie opisywać bo, jak to przystało na PTerry''ego, jest skomplikowane i zaskakujące i najlepiej odkrywa się je czytając samemu.