Nie jest łatwo jednoznacznie określić do jakiego gatunku literackiego można przypisać “Balladę o celnym strzale”. Z pewnością
jest to nowela z elementami horroru a nawet
fantasy, a taka mieszanka może powstać tylko w głowie mistrza gatunku, Stephena Kinga. Lecz mimo pozornie nieskomplikowanej treści traktuje o czymś niezmiernie poważnym. Stanowi mianowicie znakomite studium mechanizmu powstawania szaleństwa oraz łatwości, z jaką przenosić się ono może z jednej osoby na drugą, co prowadzi do nieobliczalnych skutków.
Fabułą noweli jest opowieść byłego redaktora jednego z wydawnictw, który na przyjęciu w gronie kilku znajomych zaznajamia ich z najdziwniejszą historią swojego życia.
Rozpoczyna się ona kiedy
redaktor otrzymuje pocztą opowiadanie od Rega Thorpa, autora, który ostatnimi czasy staje się coraz bardziej popularny. Opowiadanie jest dobre, więc redaktor wysyła do Thorpe`a zwyczajowy list o terminie wydania i wysokości honorarium. Thorpe godzi się listownie na wszystkie warunki, a pod podpisem stawia niewielki gryzmoł – coś w rodzaju oka w piramidzie, z umieszczonym poniżej napisem Fornit i Fornus. Dla redaktora nic to nie znaczy. Niemniej odpowiadając na list Thorpe`a nieświadomie powiela rysuneczek i podpis. Następnego dnia dzwoni do redaktora żona Thorpe`a mówiąc, że Reg po otrzymaniu jego listu wpadł w niezwykłe podekscytowanie. Uwierzył on mianowicie w maleńkie ludziki, fornity, które strzelają przynoszącym ludziom szczęście magicznym proszkiem, fornusem. Kobieta zaczyna się tym niepokoić, bowiem Reg wydaje się znajdować w redaktorze pokrewną duszę, co jedynie pogłębia jego narastający obłęd. Zdenerwowana prosi, aby uspokoił pisarza. Ten jednak, sam mający coraz większe problemy z nadużywaniem alkoholu, bagatelizuje sprawę. Tymczasem obłęd Thorpe`a nasila się. Zaczyna wierzyć w teorię ogólnokrajowego spisku, mającego na celu zniszczenie zamieszkującego w jego maszynie do pisania fornita. Jest również przekonany, że wszystkie urządzenia działające na elektryczność wywołują raka mózgu i przestaje z nich korzystać. Rzecz jasna jego żona nie jest tym zachwycona.
Wydawnictwo, w którym pracuje redaktor przestaje wydawać opowiadania i zwalnia go z pracy. Ten postanawia wydać pracę Thorpe`a samodzielnie. Ich korespondencja staje się z czasem coraz bardziej prywatna i dotyczy głównie wszystkiego, co wiąże się z fornitami. Niespełniony i zgorzkniały redaktor coraz częściej sięga po butelkę i po pewnym czasie zaczyna widzieć to samo, co Thorpe – a mianowicie gęstą pajęczynę podłączonych do różnych urządzeń kabli, które włączone emanują promieniowaniem i przepalają wszystkim mózgi. Wierzy też, że w jego maszynie również zamieszkał fornit. Słowem, zaczyna zachowywać się i myśleć jak Thorpe.
Podczas jednej z rzadkich chwil trzeźwości redaktor postanawia oderwać się od wszystkiego i wyjechać poza miasto. Niestety, kiedy upija się ponownie jest świadkiem czegoś, co na zawsze ma zmienić jego życie. Widzi, lub przynajmniej wydaje mu się że widzi, jak maleńka dłoń wystukuje na jego maszynie do pisania wiadomość. Jest to ostrzeżenie, że jakiś mały chłopiec chce skrzywdzić fornita Thorpe`a. Redaktor nie wie, że jakiś czas temu redaktor zatrudnił gosposię, która ma iście piekielnego synalka o imieniu Jimmy. Pijany w trupa redaktor depeszuje do pisarza powiadamiając go o ostrzeżeniu, co wyzwala lawinę niewytłumaczalnych i tragicznych zarazem wydarzeń.
Thorpe, który przez jakiś czas wydawał się zachowywać normalnie, skutkiem fatalnej depeszy ponownie pogrąża się w urojeniach. Oto chłopiec, który może być agentem FBI, CIA lub po prostu ICH, przybywa aby zlikwidować fornita. Nafaszerowane trującym radem dziecko może być niebezpieczne. Zdesperowany Thorpe zakupuje rewolwer.
Mały Jimmy rzeczywiście zakrada się pewnego dnia do gabinetu pisarza i, jak później opowiada to redaktorowi żona Thorpe`a, Jane, z paskudnym grymasem zaczyna strzelać z karabinu zabawki w stronę maszyny do pisania. Co dziwniejsze kobieta, która jest świadkiem tej sceny, sama słyszy dobiegające z jej wnętrza słabe okrzyki bólu. Słyszy je również Thorpe, który wpada do gabinetu z rewolwerem w dłoni, a tuż za nim matka chłopca. Jane widzi, jak wnętrze maszyny do pisania rozbryzguje nagle krwią. Thorpe wrzeszczy z rozpaczy i strzela do chłopca, chybiając o włos. Przerażony Jimmy ucieka razem z matką, a oszalały z rozpaczy pisarz siada przy maszynie do pisania i strzela sobie w głowę.
Po zbadaniu pokrywającej maszynę krwi okazuje się, że jest ona grupy 0, a więc takiej, jak Thorpe`a. Jane nie ma żadnego dowodu na to iż to, co widziała mogło być rzeczywistością. Zdaje sobie jednak sprawę, że była niebezpiecznie blisko przekroczenia granicy obłędu. Sprzedaje dom i przeprowadza się do innego stanu. Opowiadanie, które w końcu oddało celny strzał w głowę Thorpe`a nigdy nie zostało opublikowane.