Jak na parodię Narnii przystało
wszystko zaczyna się w domu
profesora prowadzącego badania nad skutkiem zażywania hormonów
przez dzieci i
innych strasznych doświadczeń. Pod strzechę tegoż lubiącego małoletnich,
starszego pana i jego jakże przyjaznej małoletnim gosposi trafia rodzeństwo –
Picia, Zuzka, Edi i Wygódka. Już same ich imiona mówią nam, że rodzice musieli
je bardzo, ale to bardzo kochać. Najmłodsza z rodzeństwa przez przypadek, czyli
grubymi nićmi szytej fabuły dostaje się do Blarnii przez szafę, gdzie spotyka
fauna... pionowego fauna. Różni się on tym od poziomego, iż zamiast podziału na
ludzką górę, a zwierzęcy dół, ma zwierzęco obrośnięty przód oraz ludzko nagi
tył. By przyśpieszyć swe streszczenie akcji, nadmienię tylko, że po podaniu
estrogenu i testosteronu płciom, u których te hormony nie występują, cała
dzieciarnia wreszcie trafia przez szafę do głównej krainy tej opowieści -
mroźnej Blarnii. Rządzi nią Niemała Czarownica – niemała nie tylko z nazwy. Ta
obsesyjnie żarłoczna istota chce
wszystko wszamać, więc gdy trafia się okazja
dorwania się do kilkumilionowego źródła pożywienia – naszego świata próbuje z
niej skorzystać. Jednak jak wieść gmina niesie, nadchodzi Astma, który ma
wszystko naprawić, ale co może zrobić trzydziestocentymetrowy kotek olbrzymiej
i bladej królowej?
Podczas czytania tej
książki kilkukrotnie udało mi się wybuchnąć śmiechem, wulgarnym, brutalnym i
pełnym obcesowości brechtem.
Humor zgromadzony w tej książce nie wymaga żadnej
intelektualnej rozgrywki, ani zastanowienia. Należy mu się oddać i nie
zagłębiać się w „majstersztyk” fabularnych popisów pisarza. Jak dla mnie jest
ta pozycja lepsza od książki Barry’ego Trottera, może przez to, że Narnia jest
mi bliska, a z Pottera (niejasne)to jedna (jedna?) jego fanka. Do gustu
przypadły mi iście pajtonowskie wiewiórki, które chcąc ukryć się przed
żarłocznością Niemałej Czarownicy, która zagustowała w ich mięsku, przebierają
się za ptaki. Znane i lubiane bobry stają się tu ciekawym akcentem
humorystycznym, pomimo że nawet w pierwowzorze wzbudzały śmiech, to jednak nie
aż taki.