O tym, że długie jesienne wieczory sprzyjają wylegiwaniu
się na kanapie z książką w ręku i kubkiem gorącej czekolady na stoliczku,
nikogo nie trzeba przekonywać. Dodatkowo, mając w pobliży kolekcję “Literatura na obcasach” możemy w ogóle z tego legowiska
się nie ruszać. Seria obejmuje zarówno bestsellery w rodzaju “Jestem nudziarą” Moniki Szwaji jak i mniej popularną Dominikę Stec. I choć jeśli chodzi o tą ostatnia autorkę i jej książkę “Kobieca intuicja” to tu lekturę można przerwać łykiem aromatycznej czekolady. Kiedy poziom endorfin podniesie nam się wystarczająco – można brnąć dalej.
Zarzut mam jeden i podstawowy – zawiła i nudna akcja, a właściwie opowieść głównej bohaterki Dominiki. Do (dla przyjaciół i wrogów) to 25-letnia polonistka i świeżo upieczona
autorka. Jej książka opowiadająca o miłości do Pedra, towarzysza jej życia, nie wzbudza w czytelnikach cieplejszych uczuć. Dzieci w klasie prorokują narodzin drugiego wieszcza narodu, mama płacze na sam widok nazwiska na okładce, a przyjaciółka Gośka beztrosko zawierusza książkę.
Kiedy już przekonujemy się o wartości tego “dzieła” zaczynamy obawiać się o poziom intelektualny Do. Ma problemy z wysławianiem się, z jasnym przekazywaniem komunikatów, a dni nie spędza bynajmniej na samodoskonaleniu. Jedynym celem jej życia po odejściu Pedra (może przeczytał ze zrozumieniem książkę o sobie?) jest wytropienie zarówno jego jak i potencjalnej rywalki.
Niespójna akcja, niejasne powody odejścia mężczyzny i pojawiająca się tajemnicza kobieta w błękitnej sukience nie skłaniają nawet do zastanowienia się nad historią. Za dużo w “Kobiecej intuicji” szaleńczych eskapad Do i karkołomnych pościgów na oblodzonych chodnikach. Jedyne uczucia jakie nami targają to współczucie dla przyjaciółki bohaterki, Gośki, która ze stoickim spokojem i cierpliwością podchodzi do pomysłów i teorii Do.
Kiedy już nadzieja na odzyskanie ukochanego dogorywa, a konto Dominiki jest puste po realizacji jej detektywistycznych planów, znienacka pojawia się Pedro. Mętnie tłumaczy powody ucieczki, zasłania się tajemniczymi anonimami mimo to dziewczyna przyjmuje go z otwartymi ramionami. No cóż...miękkie kobiece serce.
Koniec końców Pedro okazuje się jednak być draniem, który w różnych częściach Polski ma byłe i obecne partnerki. Dominika pisze zaś drugą książkę ku zadowoleniu Pani redaktor i nieszczęściu tych, którzy ową pisaninę kupią.
I mimo, iż wszystko kończy się dobrze (choć nie jest to klasyczny happy end), to w czytelniku pozostaje niedosyt. Może czas, żeby z kolejną książką i bohaterka i autorka dojrzała?
Justyna Gul