Hoimar von Ditfurth jest kontrowersyjnym pisarzem. Jedni od jego prozy nie mogą się oderwać, inni wyśmiewają, pośrodku są obiektywni recenzenci. Trzeba pamiętać, że
autor nie jest uczonym, a jego książek nie można zaliczać do naukowych, to dzieła stricte popularnonaukowe, co zawsze podkreślają przedmówcy. Zdarza się jednak, że czytelnik pominie przedmowę i potraktuje
teorie pisarza jako czystą naukę. Ale to już nie wina autora, on świadomie nie oszukuje czytelnika, nie podszywa się pod uczonego, pisze jednak niezwykle sugestywnie i to może mylić. Z wykształcenia psychiatra i neurolog, z zamiłowania niezależny publicysta, jego wiedza z dziedziny fizyki, astronomii, chemii, historii była ogromna. Pisząc, zawsze opierał się na faktach naukowych, lecz wnioski jakie z nich wysnuwał były już jego autorstwa. Często są sprzeczne z aktualną wiedzą, lecz
czy już tak nie było, że rację mieli wizjonerzy, a nie naukowcy? Może i Ditfurtowi czas przyzna rację, choć w części i nie we wszystkim. W książce
Na początku był wodór Hoimar von Ditfurth kontynuuje ideę , że ludzie są dziećmi Wszechświata. Uzasadnia, że na początku był wodór, pierwiastek bardzo prosty, który dał początek wszystkiemu co nas otacza i nam samym. Zaskakuje logika i precyzja autora, znajomość nowoczesnej wiedzy i wspaniała konstrukcja wywodów, które bardzo łatwo przyjmuje się za teorie naukowe,
bowiem logika pisarza wręcz zniewala, a autor szuka tego, co zawsze szukano, prapoczątku i pramaterii. A więc, co było na początku? Oczywiście wielki wybuch. Spowodował on powstanie obłoków helu i wodoru, które przechodziły niewyobrażalnie długą ewolucję. Najistotniejszy jednak był wodór, bowiem powstały z niego inne pierwiastki, a w konsekwencji życie z istotami obdarzonymi świadomością i inteligencją. Wielki wybuch traktuje autor jako pewnik, a to tak nie jest, to wciąż tylko hipoteza, od czasu do czasu podważana przez autorytety. I tak krok po kroku Ditfurth drąży temat życia na Ziemi krążąc po meandrach nauk ścisłych i przeplatając je swoimi, czasem bardo pociągającymi teoriami. W ostatnim rozdziale pisarz uzasadnia tezę powstania supergalaktycznej, kosmicznej świadomości, efektu trzystu miliardów lat ewolucji . To oczywiście odległa przyszłość i niestety domena fantastyki naukowej, ale czy niemożliwa? Autor już nie żyje. Zmarł w 1989 roku. Jego książki wciąż są czytane. Dopiero przyszłość pokaże, czy i jakie j teorie znajdą potwierdzenie w nauce. Ale nie będzie to prędko, bowiem wizje pisarza sięgają bardzo daleko.
Więcej recenzji na temat Na początku był wodór