Jan Rybowicz „
Psalm grzesznika”
Jan Rybowicz to pisarz i poeta z Lisiej Góry spod Tarnowa. Urodził się w Koźlu na Opolszczyźnie w 1949 roku. Lisiej Górze spędził całe życie. W stanie wojennym został aresztowany i dostał się do Załęża. Zmarł na niewydolność serca w 1990 roku, mając czterdzieści jeden lat.
Dużo publikował na łamach prasy m. in. w „Miesięczniku Literackim Młodych”, „Życiu Literackim”, „Kulturze” i wielu innych. Autor tomów opowiadań: "Samokontrola i inne opowiadania", "Inne opowiadania" (Kraków 1985), "Wiocha Chodaków" (Warszawa 1986), "Czekając na Becketta" (Łódź 1991), oraz trzech tomów wierszy: "Być może to" (Warszawa 1980), "Wiersze" (Kraków 1986) i "O kay" (Warszawa 1990). Jego poezja to skarga na samotność człowieka niedostosowanego, pełnego kompleksów i wewnętrznych sprzeczności, które pogłębiała choroba alkoholowa.
W „Psalmie grzesznika” Jan Rybowicz nawiązuje do tradycji psalmów starotestamentowych. Tematem utworu jest spowiedź podmiotu lirycznego („wiersz grzesznika”). Poza tym stylizacja biblijna przejawia się tu poprzez bezpośredni zwrot do Boga – adresata wiersza („Panie”), religijny obrządek – wyznanie grzechów, szyk przestawny, który stanowi o podniosłości tekstu (np. „Wina moja jest wielka”, zamiast „moja wina...’), charakterystyczne słownictwo biblijne ( „albowiem”, bezeceństwa”, „nieprawi”), wykorzystanie wzorca gatunkowego, jakim jest psalm.
Na utwór składa się
kilka obrazów poetyckich: wyliczanie grzechów, obawa o karę za nie, prośba o darowanie win.
Wiersz należy zaliczyć do liryki bezpośredniej (świadczą o tym czasowniki użyte w 1 osobie – „winny jestem”, „nie zabiłem” i zaimki dzierżawcze – „wina moja”. Podmiot liryczny – to skruszony grzesznik podczas spowiedzi. Sam oskarża się o zbrodnie, których bezpośrednio nie popełnił, ale którym nie starał się zapobiec. A lista przewinień jest długa:
„Winny jestem, Panie”:
„nie zabiłem mordercy, zanim zaczął mordować”
„zatykałem swoje uszy, kiedy przemawiali głupcy”,
„opuszczałem powieki, kiedy nieprawi obejmowali rządy”
„podawałem rękę tchórzom”,
„do złodziei mówiłem: bracie”,
„nie sprzeciwiałem się uzurpatorom”
Uważa nawet, że jego wina jest znacznie większa niż powyższych degeneratów, ponieważ oni popełniali występne czyny z bezmyślności, a osoba mówiąca w wierszu zdawała sobie sprawę z otaczającego ją zła.
Na zakończenie zwraca się do Boga z nadzieją, że rozgrzeszy go z wyznanych win i „nie wystawi rachunku”, o ile same wyrzuty sumienia i uświadomienie sobie własnych win nie są już karą.