„Bóg ukrył się dlatego, by świat było widać” – stwierdza podmiot liryczny, W przeciwnym razie byłby sam, bo nikt wobec Jego doskonałości nie ważyłby się dostrzec cokolwiek innego. A przecież wszystkie żywe istoty, najdrobniejsze przejawy życia, cały świat przyrody jest tak barwny i zróżnicowany, że grzechem byłoby je nie zauważyć. Przecież z przyjemnością obserwuje się: drobną mrówkę, „piękną zabieganą osę”, „zielonego kaczora”, czajkę, ważkę , „fasolę w strąkach”, „jodłę zrzucającą łuski”, a szczególnie ukochanych bliskich, gdzie szczególną rolę pełni matka.
Co prawda niebezpiecznie jest identyfikować podmiot liryczny z autorem wiersza, ale w tym przypadku wydaje się to oczywiste. Ksiądz Jan Twardowski szczególnie upodobał sobie przyrodę, był jej wielkim miłośnikiem i wnikliwym obserwatorem. Pisze o Bogu jako Stworzycielu świata, Stworzycielu, który z miłości powołał do życia bogaty świat fauny i flory. A ten świat zdaje się odwzajemniać sympatię...Kaczka składa „cztery jajka na krzyż”(frazeologizm), czyli tworząc kształt krzyża, a „kuliste oczy ważki” jakby chciały być bliżej nieba.
Nasz świat jest tak bogaty. Nawet otaczające nas rzeczy zasługują na uwagę, a szczególną wiedzę czerpiemy z doznawanych uczuć. Cierpienie uszlachetnia, człowiek dzięki niemu zdolny jest do współczucia, do pomocy swemu bliźniemu. A rozkosz? Zapewnia uczucie szczęścia, radości, uskrzydla, jest motorem naszych działań. Oba te uczucia wyznaczają naszą drogę życiową, są jak „kamienie, co podróżnym wskazują kierunek”.
Bóg stwarzając świat, ukochał każdą jego najdrobniejszą cząstkę, nie może więc przysłaniać sobą postrzeganie tego cudu natury. Jest miłością, która daje..., daje bezinteresownie, a nie skupia się na własnych potrzebach – „nie zasłania sobą”.