We wstępnej apostrofie do całej tradycji funeralnej
poeta wymienia
cały łańcuch synonimów na oznaczenie wyrazów żalu: płacze, łzy Heraklitowe, lamenty, skargi Symonidowe, troski wzdychania, żale frasunki, rąk łamania.
Cały „Tren I" można potraktować jako rodzaj wstępu do całego cyklu. Poeta zwraca
się do Heraklita z Efezu, greckiego filozofa,
który uchodził za pesymistę wciąż płaczącego nad znikomością spraw ludzkich oraz do Symonidesa z Keos, autora wielu utworów żałobnych, aby mu pomogli opłakiwać ukochaną córkę.
Metaforycznie nazywa ją słowikiem (peryfraza), który padł ofiarą smoka (śmierci), a sam podmiot ledwie jej uniknął:
„Tak więc smok, upatrzywszy gniazdko kryjome,
Słowiczki liche zbiera, a swe łakome
Gardło pasie; tymczasem matka szczebiece
Uboga, a na zbójcę coraz się miece,
Próżno! Bo i na samą okrutnik zamierza,
A ta nieboga ledwe umyka pierza."
Pojawia się też dramatyczne stwierdzenie bezradności człowieka wobec dotykającego go boleśnie losu i niepewności jego własnej wiedzy o świecie. Podmiot liryczny stwierdza wręcz, że błądzeniem jest istnienie
ludzkie.
„Cóż, prze Bóg żywy, nie jest próżno na świecie?
Wszystko próżno! Macamy, gdzie miękcej w rzeczy,
A ono wszędzie ciśnie. Błąd – wiek człowieczy."
Dalej ojciec- poeta zastanawia się, czy ulgę przyniesie mu zapamiętanie się w cierpieniu, czy raczej gwałtowne próby przezwyciężania bólu:
„Nie wiem, co lżej: czy w smutku jawnie żałować,
Czyli się z przyrodzeniem gwałtem mocować." (kontrast)
Ogrom straty przekracza ludzkie wyobrażenie. Nie wiadomo jak się zachować, gdy człowiek doznaje rozbicia wewnętrznego i nie jest w stanie zapanować nad własnymi myślami. Ileż to nasze życie warte? – zadaje dramatyczne pytanie poeta. I jak się zachować w obliczu takiego nieszczęścia, jakim jest śmierć własnego dziecka?