Wacław Potocki
Wolne kozy od pługu
Wolne kozy od pługu, szlachta od poboru. (...)
Wół w jarzmie ledwie dycha do zmierzchu od rana,
Kmieć nieszczęsny i robi, i płaci za pana.
Wół w niedzielę ma pokój od jarzma , od pługu,
Kmieć z
kuny lub
gąsiora, nie odda-li długu,
Choć nigdy nie pożyczał u pana szeląga,
Ze skóry szyję w robocie oblazłą wyciąga.
Z starym wołem na obrok, nim będzie
na klocu,
Ile tyle zażyje swej prace owocu.
Skoro
się kmieć wyrobi, żebrze chleba póty,
Póki chodzi, aż zdechnie pod cudzymi płoty.
Lecz wytchnie kozom
sprynców dziś z drzewa na drzewo,
Kiedy im przyjdzie skakać na sądny dzień w lewo;
Wytchnie, którzy w rozkoszach żyją na tym świecie,
Bo pójdą za bogaczem; za
Łazarzem – kmiecie.
----
Objaśnienia:
Pobór- podatek, który płacono od łanów chłopskich; szlachta płaciła go tylko wtedy, gdy sama uprawiała ziemię, tzw. szlachta zagrodowa.
Kuna, gąsior – rodzaje pręgierza; do kuny wsadzano szyję, do gąsiora szyję i ręce.
Na obrok - woła karmią przed zabiciem.
Na klocu – na pieńku w rzeźni.
Wytchnie...sprynców – odechce się skoków.
Łazarz – według ewangelii Łazarz, cierpiący nędzarz, został poniesiony przez aniołów do nieba, a bogacz potępiony.
Sprawa wyzysku chłopa przez pana, jego okrucieństwo w stosunku do poddanego nie daje Potockiemu spokoju. We fraszce
Wolne kozy od pługu oskarża szlachtę, która doprowadza chłopa do nędzy, tragedii i ruiny. Jak kozy są wolne od wszelkich obowiązków (
od pługa, a więc pracy – przenośnia), tak szlachta jest zwolniona od poboru – od podatków. Kolejny wers wprowadza inny obraz. Wół w jarzmie pracuje od rana do wieczora i z jego losem zestawiona jest dola chłopa. Jedynie kmieć pracuje bez przerwy i płaci za pana.
Z dalszego toku fraszki wynika jednak, że życie chłopa jest gorsze od losu wołu, bo wół w niedzielę nie pracuje, a kmieć, jeżeli nie zapłaci panu nie wiadomo za co i dlaczego, poddany jest torturom (z kuny lub gąsiora). Zanim nie nadający się do roboty wół, zostanie oddany do rzeźni (
nim będzie na klocu), zażyje jeszcze sporo obroku, a więc naje się do syta. Natomiast gdy kmieć jest już niedołężny, musi iść żebrać, żeby mieć na jedzenie i w końcu umiera gdzieś pod płotem.
I w tej fraszce w końcowym czterowierszu można odnaleźć przestrogę. Oto odechce się szlachcie zabaw, jak kozom skoków (
lecz wytchnie kozom sprynców), gdy znajdzie się na sądnym dniu w piekle. Biedota natomiast, a więc kmiecie dostaną się do raju, jak ongiś najbiedniejszy Łazarz. W wierszu nie brak ostrych określeń, zwrotów, które dosadnie i wyraźnie piętnują zło stosunków społecznych
Więcej recenzji na temat Wolne kozy od pługu