Dziady cz.II (2)

autor : Aave3    

Autor : Adam Mickiewicz
  • Zarejestruj się
  • ‎Co to jest Shvoong?‎
  • Zaloguj się
    Zaloguj się
    Zapamiętaj moją nazwę użytkownika Nie pamiętasz hasła?
  • Pisz i zarabiaj

Streszczenia i krótkie recenzje

.

O północy Guślarz zawezwał duchy najcięższe. Dusze zbrodniarzy przywołać miało światło zapalonej w kotle wódki. Na wezwanie przybyło paskudne Widmo w asyście stada ptaków nocnych: kruków, puchaczy, sów i orłów. Przybysz był zmarłym panem szlachcicem, właścicielem wsi. Za nieludzkie postępowanie z poddanymi ukarany został pozostaniem w ludzkiej postaci i z cielesnymi potrzebami. Wyzwolenie przynieść miało mu nakarmienie i napojenie przez dawnych poddanych. Było to jednak niemożliwe, wszystko bowiem, co zdobył, zżerały mu ptaki - duchy zamęczonych przez niego kiedyś chłopów. Ponadto ptaszyska straszyły Widmo, że w razie braku pokarmu rozdziobią, rozszarpią i pożrą samego szlachcica. Pan trwał zatem nieustannie w głodzie, pragnieniu i strachu. Udzielenie pomocy przez zebranych na Dziadach ludzi uniemożliwiły ptaki - sowa, która niegdyś jako kobieta zamarzła na śniegu z małym dzieckiem nie doczekawszy się pomocy od szlachcica i Kruk, którego (jako człowieka) pan zakatował na śmierć za kradzież jabłek z sadu. Gromada ludzi w kaplicy była bezradna wobec kary, musiała uszanować zasadę, ze:
„Kto nie był ni razu człowiekiem,/ Temu człowiek nic nie pomoże”. Szlachcic pozostał skazany na głód, pragnienie, strach i beznadziejne poszukiwanie ratunku przez całą wieczność.
Nie mogąc pomóc, Guślarz odgonił Widmo i przywołał duchy pośrednie, które zgrzeszyły obojętnością wobec ludzi, mimo że wśród ludzi żyły. Tę kategorię duchów przywabić miał zapalony wianek święconego ziela i jego wonny zapach. Na to światło i wonie przybył duch anielskiej urody Dziewczyny w długiej, białej szacie i wianku dziewiczym na głowie. Sielskość wizji wzmagał fruwający nad dziewczyną motylek i i biegnący przed nią baranek. Zjawa wyznała swoją historię. Niegdyś miała na imię Zofia, mieszkała w tejże wiosce i słynęła z niespotykanej urody i... staropanieństwa. Nawet skończywszy lat dziewiętnaście nie zechciała się zaangażować, zadowalając się flirtem i adoracją ze strony pasterzy. Za to, kiedy zmarła w dwudziestym roku życia w dziewiczym stanie, zapałała nieznajomym ogniem, tęsknotą za miłością i za dotykiem drugiego człowieka. Duch Zosi marzył o tańcu z młodzieńcami i „poigraniu z nimi” Cokolwiek miałyby owe „igrce” znaczyć, ich celem było przyciągnięcie Zosi do ziemi i - paradoksalnie - otworzenie jej wrót niebios. Bo przecież:
„Kto nie dotknął ziemi ni razu! Ten nigdy nie może być w niebie”.
Młodzieńców chętnych by spełnić życzenia Zosi nie brakło, okazało się jednak, że Zosia i duchem będąc pozostała wietrznicą, nie można jej było uchwycić, została cieniem, ulotną marą tylko. Guślarz przepowiedział jednak Zosi, że jej kara trwać będzie jeszcze tylko dwa lata, a potem czeka Dziewczynę niebiańskie szczęście.
Po odczynieniu ducha Zosi, Guślarz zawezwał raz jeszcze wszystkie duchy, po kątach kaplicy rozsypał garście maku i soczewicy, i nakazał zapalić lampy, świece. Zwiastowany przez pianie koguta świt miał zakończyć obrzęd. Ku zaskoczeniu zebranych pojawiła się jeszcze jedna mara, dziwaczna i wzbudzająca grozę. Młody mężczyzna blady, z dzikim, zasępionym okiem i tajemniczą pąsową pręgą od piersi do stóp milczał uparcie, nie reagując ani na pytania, ani na wezwania, ani na poczęstunek, ani na obietnice mszy modlitwy.
Całą swoją uwagę i moc widmo skoncentrowało na Pasterce, wymownie pokazując jej swe serce. Kobieta zdawała się rozpoznawać zjawę i rozumieć jej spojrzenie gesty, nie chciała jednak niczego wyznać gromadzie. Guślarz próbował przepędzić ducha, zwykłe odegnanie jednak nie pomogło, na nic zdało się też przekleństwo, ani woda święcona, ani światło gromnicy. Upiór jak stał, tak stał i patrzył wymownie na Pasterkę, kładąc dłoń na sercu. Zebrani ludzie wstrząśnięci byli zachowaniem ducha, ich niepokój budziła też kobieta. Odziana w żałobę, mimo że jej mąż rodzina byli żywi i zdrowi, najwyraźniej uśmiechała się marzycielsko do zjawy. By przerwać tę niezrozumiałą i groźną sytuację, Guślarz rozkazał wyprowadzić Pasterkę za kaplicę. Ku przerażeniu wszystkich widmo ruszyło za kobietą...
Tak kończy się - czy raczej urywa tekst „Dziadów cz. II” Adama Mickiewicza, Przeczytawszy część IV można powiązać tajemnicze widmo z nieszczęśliwym kochankiem Gustawem, zaznajomiwszy się z częścią III „Dziadów” - można wywnioskować, że zraniony przez kobietę został on Konradem-kochankiem ojczyzny, zaś poznawszy biografię Mickiewicza, można snuć domysły na temat kreacji autobiograficznej. Ale to tylko domniemania, nad tym wątkiem unosi się romantyczna aura tajemniczości, wieloznaczności, niedopowiedzeń i grozy. W tekst „Dziadów cz. II” nie wpisano żadnego wyjaśnienia ani uzasadnienia zachowania ostatniej mary i wieśniaczki - obiektu jej adoracji.
Opublikowano dnia: czerwca 08, 2008
Oceń to streszczenie : 1 2 3 4 5
Dodaj komentarz Tłumacz Wyślij Odnośnik Drukuj
Pisz izarabiaj

.