Ale święte insygnium Lecha leżało na brzegu Gopła porzucone przez zaabsorbowanego ważniejszymi sprawami przez Pustelnika. Znaleźli je
Chochlik i Skierka i czym prędzej oddali swej pani - Goplanie. Wróżka odczarowała Grabca, ten zaś — nadal zakochany w Balladynie — na wieść o jej zamążpójściu chciał dostać się do książęcego zamku. Oddana mu całym sercem Goplana spełniła jego życzenie, ustroiła go w koronę Lecha i wyprawiła do zamku.
Tymczasem w chacie Pustelnika sekret Balladyny podsłuchał Fon Kostryn, mroczna tajemnica połączyła więc księżną i dowódcę straży, jeszcze mocniej związała ich wspólna zbrodnia, razem zamordowali Gralona — posłańca od księcia Kirkora, który wydawał się znać sekret morderstwa, jego wypowiedzi zdawały się czytelnymi aluzjami, choć w rzeczywistości były niewinną historyjką o znalezieniu wśród malin padliny tura. Najprawdopodobniej wspólnota zbrodniarzy ugruntowała się też w łożu Balladyny, o czym świadczą czytelne napomknienia w dramacie (Fon Kostryn nazwał księżnę cudzołożną żoną, wiedział też, że Balladyna jest w ciąży, a nie jest jasne, z kim).
Korona Lecha okazała się dla Grabca wystarczająca przepustką na zamek Kirkora, wyprawiono tam też dla niego wspaniałą ucztę.
Balladyna po raz kolejny wyparła się swego pochodzenia, a matkę, napraszającą się w towarzystwo, kazała wypędzić jak żebraczkę. Nękające ją koszmary i zwidy sprawiły, że nie poznała też dawnego kochanka. Mimo amoku poznała natomiast jego koronę, wiedziała także o jej znaczeniu i wartości. Zabiła zatem śpiącego Grabca i zabrała mu insygnium władzy królewskiej.
Te same zamiary knuł Fon Kostryn, marząc o ucieczce z zamku i zdobyciu władzy dla siebie samego, musiał się jednak pogodzić z tym, że księżna go ubiegła i że przypada mu nadal tylko rola pomocnika.
Tymczasem powiadomiony o zaginięciu korony Lecha Kirkor odwołał swe postanowienie, że władzę w państwie obejmie człowiek posiadający ów symbol królewski i postanowił sprowadzić Pustelnika. Popiela III znaleziono jednak powieszonego na drzewie, a u wrót Gniezna stanęło nieznane księciu wojsko. Nieznane pozornie, była to bowiem armia Balladyny i Fon Kostryna, którzy przybyli po władzę nad Lechitami. W boju poległ Kirkor, a jego zabójcę Fon Kostryna Balladyna poczęstowała zatrutym chlebem.
Pozbywszy się wszystkich pretendentów do tronu Balladyna, posiadaczka świętej korony Lecha objęta tron Lechitów i to nie jako królowa, a jako pełnoprawny król jedynowładca.
Doszedłszy do celu po trupach (pięciu), Balladyna postanowiła zostać dobrym, szlachetnym i sprawiedliwym władcą. Ufna w swoje bezpieczeństwo (po burzliwej nocy ze świadków jej zbrodni nikt nie pozostał — Fon Kostryn właśnie dogorywał) rozpoczęła swoje panowanie. Zgodnie z prastarym obyczajem, pierwszym obowiązkiem nowo koronowanego władcy było sędziowanie w sprawach wnoszonych przez lud. Jako pierwszy oskarżyciel wystąpił lekarz zamkowy, który ocenił śmierć Fon Kostryna jako efekt działania trucizny. Zgodnie z prawami Lechitów, mimo niewykrycia sprawcy, Balladyna wydać musiała wyrok zaoczny. Pod czujnym okiem Sędziów i Kanclerza skazała truciciela na śmierć. Następnie jako oskarżyciel pojawił się Filon. Był to nader romantycznie usposobiony młodzieniec, poszukujący od dawna idealnej ukochanej. Filon znalazł miłość swego życia — zmarłą wcześniej Alinę. Zaniósł tedy skargę do króla na mordercę jego wymarzonej dziewczyny. I znów Balladyna, w zgodzie z prawem i swoim sumieniem, wydała wyrok skazujący sprawcę na śmierć.
Ostatnia zaniosła skargę Wdowa — matka Balladyny — żaląca się na swą córkę, która wygnała ją z domu i pozostawiła bez opieki i środków do życia. Matka jednak dowiedziawszy się, że córce grozi za ten postępek śmierć, mimo nalegań nie chciała wyjawić imienia wyrodnej córki. Kanclerz kazał zatem wziąć ją na tortury. Trudno wyobrazić sobie katusze, które zakończyły śmierć staruszki. Balladyna — znów zaocznie musiała wydać wyrok śmierci. Na siebie. Z nieba strzelił bowiem piorun zabijając Balladynę spektakularnie, symbolicznie i sprawiedliwie. Mroczną historię króla-kobiety na lechickim tronie obiecał spisać zaś dziejopis Wawel, wygłaszając przy tym konkluzję, że laur poety bezpieczniejszy jest od korony władcy.
I chyba miał rację?