Voltaire napisał tę powiastkę filozoficzną pod wpływem trzęsienia ziemi, które w 1755 r. nawiedziło Lizbonę. Miała to być odpowiedź na „List Opatrzności” Jana Jakuba Rousseau. Samo imię „Kandyd” wiążę się z francuskim przymiotnikiem „candide”, który oznacza „prostoduszny”, „naiwny”. Jest to historia człowieku, wychowanym w złudnym podziwie
dla ziemskiego
świata i cywilizacji europejskiej. Pogląd taki zaszczepia w bohaterze jego wychowawca z pałacu westfalskiego barona Thunder-ten-tronckh’a – filozof Pangloss („Wszystko jest najlepsze na tym najlepszym z możliwych światów”). Żyjąc w ułudzie oraz dostatku, Kandyd zakochuje się w córce barona – Kunegundzie. Uczucie to zmusza
go do opuszczenia pałacu, wraz ze swym mistrzem, i wyruszenia w wędrówkę, w
której skonfrontuje swój obraz świata z jego realnymi prawami. Zostaje wcielony siłą do bułgarskiego wojska,
poznaje okrucieństwo wojny, dezerteruje, spostrzega fałszywość duchowieństwa. W końcu pada ofiarą świętej inkwizycji, przed której represjami ucieka do Eldorado (Ameryka Południowa) – utopii. Jednak bogactwo i szczęście nie są w stanie dać mu spełnienia. Wciąż myśli o Kunegundzie, dla której powraca do Europy. W tej podróży poznaje Marcina, głoszącego antytezy w stosunku do optymistycznej filozofii Panglossa. Marcin uważa, iż
człowiek skazany jest na pustotę życia. Kandyd podróżuje po Europie, stykając się z nieuczciwością i obłudą. W końcu dociera do Konstantynopola, gdzie poślubia Kunegundę i osiedla się na kawałku, zakupionej przez
siebie ziemi. W puencie odrzuca poglądy swych mistrzów i uznaje, iż człowiek powinien po prostu uprawiać swój ogródek i zmieniać okrutny świat poprzez doskonalenie siebie, pilnowanie swoich własnych spraw. Jest to polemika z optymistyczną filozofią Leibniza., który głosił, iż „Gdyby ten świat nie byłby najlepszym z możliwych, Bóg by go nie stworzył”.
Więcej recenzji na temat Kandyd, czyli optymizm