Książka pt: Rudolf została wydana po raz pierwszy w Angli w 1980r. Książka ta została z góry przekreślona prez polską krytykę, która zarzuciła twórcy ikonolklazm., pornografię i tani skandal. Książka ta opowiada o przyjaźni Polskiego profesora,uniwersytetu, więźnia hitlerowskiego obozu koncentarcyjnego i o Niemcu który był żołnierzem Wermahtu,homoseksualista. Literatura wywrotna i nawiasowa. Autor książki Marian Pankowski nazywa swoją powieść "rajską baśnią
dla wyzwolonych dzieci ". W latach 70 w brukseli spotykaj
się- były więzień Auschwitz i były żołnierz niemieckiego Wermahtu
W imię „wolności poglądów” zaprzyjaźniają się i kontynuują znajomość w obfitej korespondencji, przy czym od razu ustalają się role mistrz – uczeń. Tomasz, nazywany potem Rudolfem, roztacza przed Polakiem swoją wizje świata opartego na doznawaniu przyjemności, motorem jego działań jest jednak poszukiwanie głębszej prawdy, a nie
tylko zaspokojenie pragnienia – dla niej nie cofnie się przed niczym. Nie jest po prostu lubieżnikiem bez opamiętania nurzającym w rozpuście. Istnieje tylko prawda i realność ciała, reszta to cywilizacyjno-kulturowy banał. Wolnością jest paradoksalnie uleganie żądzy, nie zaś stoickie zanegowanie jej, w oczach Rudolfa najohydniejsza forma tchórzostwa, potwarz dla życia. Wykluczenie ciała zostaje wprost skojarzone z faszyzmem.
Polak wysłuchuje jego wynurzeń i śle mu dawne zapiski. Sięga w głąb swojej przeszłości i na wzór Wiktora z Panien z Wilka widzi tylko mnóstwo zmarnowanych szans, pół-miłości i pół-spełnień. Wciąż się waha, nie potrafi zdobyć na „zapomnienie się”, także na zapomnienie o kastrującej kulturze jako źródle cierpień, wyniesionych z domu zahamowań, skostniałej, normatywnej, nakazującej powściągliwość, ujarzmiającej drzemiące w nas bestie. Najbardziej uciążliwy okaże się być nie gorset heteroseksualnej normy, ale „jarzmo” polskości – kołtuństwa, zablokowania, tego całego gombrowiczowskiego „niedo”. Epikurejską postawą Niemca może się zachwycić tylko z biernej pozycji vouyera, wybierającego bezpieczne oddalenie, w gruncie rzeczy będąc życiowym impotentem, który zawsze unikał pokus, bojąc się wejrzeć w samego siebie. W ich „licytacji” Polak jest skazany na klęskę śmieszności.
jako propozycje do rozważenia „po tej stronie”. Penetruje całe to zmityzowane ciotowskie podziemie, dworcowo-złodziejskie homoseksualne szambo, z domieszką śniadej egzotyki. Ten syf zostaje skontrastowany z (auto)afirmatywną postawa Rudolfa, ewentualną moralną ocenę biorąc w nawias.
Aby móc te historie opowiedzieć, Pankowski wynajduje jedyny w swym rodzaju język: wirtuozersko-manieryczny amalgamat barokowej rozlewności, obłąkańczej proliferacji slow, organicznego rymotwórczego rozpasania, gargantuicznej wręcz obfitości, spermą i potem płynącej, dodawszy turpizm i powieść libertyńską. Ten język gmera w mózgu i wnętrznościach, męczy, irytuje i zachwyca. Epatuje przy tym stosowną do tematu, niespotykaną w polszczyźnie skatologią i fizjologiczną dosłownością. Może to ze względu na geograficzną izolacje język autora zahibernował się w tak kosmiczno-przaśnym kształcie.
Opublikowano dnia:
listopada 13, 2005
Więcej recenzji na temat "Rudolf"