Jedna z najważniejszych scen w literaturze polskiej. Napięcie
ekstatyczne i dynamika osiągają tutaj punkt kulminacyjny.
Pojawiają
się duchy, najpierw słyszalne, później widome. Pierwsze słowo, jakie pada,
to samotność.
Bohater (poeta) snuje refleksje nad rolą poezji i słowa.
Od razu uświadamia sobie, że "Język kłamie głosowi, a głos myślom
kłamie". Dochodzi tu do głosu jego wielka pycha, powiada on, że jest
mistrzem, jego pieśń jest wielka, ma siłę, nieśmiertelność. Konrad
czuje nieśmiertelność i nieśmiertelność tworzy. Mówi, że depcze
wszystkich poetów, teraz jest jego kolej, on potrzebuje lotu. Ma MOC
daną z urodzenia, tak jak sam Bóg. I teraz chce postawić się na jego
wysokości, dorównać Bogu! Coraz bardziej zmierza w rejony bluźnierstwa
i chorej dumy, nieprzezwyciężona pycha prowadzi go do kolejnych
wybuchów szaleństwa. Zapragnął rządzić światem, rządzić jak Bóg, lecz
CZUCIEM. Nie bronią, pieśnią, nauką i cudami. Czucie jest dla niego
najważniejsze. Zwraca się z żądaniem:
Daj mi rząd dusz!
Potem wypowiada takie ostre słowa:
Ja chcę mieć władzę, jaką Ty posiadasz,
Ja chcę duszami władać, jak Ty niemi władasz.
Jednak Bóg milczy. A to milczenie jest bardzo ważne! Jest czynnikiem
dramatycznym tej sceny. Wydaje się bowiem, że jest to tylko monolog
Konrada - nic bardziej mylnego. Uświadommy sobie, że scena jest
dialogiem między bohaterem i Stwórcą, jest to bardzo specyficzna forma
rozmowy, w której postać Boga na swój sposób udziela Konradowi
odpowiedzi - i jest to właśnie owo wymowne milczenie. Gdyby to był
monolog, bohater mówiłby do siebie samego, a przecież istnieje odbiorca
jego wypowiedzi. Nie widzimy go, lecz wiemy o jego istnieniu.
Konrad zaczyna bluźnić przeciw Bogu, stwierdza, że nie jest on miłością
(jak sądzą ludzie), lecz tylko mądrością. Zaczynają być słyszalne głosy
z prawej i lewej strony. W tym miejscu wspomnieć należy o nawiązaniu do
średniowiecznego misterium. W średniowieczu wystawiano takie formy
dramatyczne, oparte na wydarzeniach biblijnych. Bohater misterium
usytuowany był pomiędzy niebem i ziemią, dobrem i złem. Toczyła się
wtedy walka o jego duszę. W podobnym porządku przedstawiony jest
również Konrad w tej scenie.
Następnie bohater po raz kolejny stara się przyznać rację uczuciu, a
nie rozumowi. Oznajmia, iż cierpi i kocha za miliony. Czucie przeważa
nad rozumem. Porównaj scenę z "Romantyczności" i słynne zdanie:
Czucie i wiara silniej mówią do mnie, niż mędrca szkiełko i oko.
Mimo usilnych prowokacji słownych Konrada, Bóg nadal zachowuje
milczenie. Napięcie powoli osiąga swój punkt kulminacyjny. Bohater
stawia się na miejscu pierwszym - jako pierwszy z ludzi. Jest jednak
coraz bardziej rozgoryczony brakiem odpowiedzi ze strony Boga. W końcu
w przypływie szaleństwa odgraża się i mówi, że ten, który nie chce mu
odpowiedzieć, nie Bogiem jest, lecz...
...w tym momencie głos diabla dopowiada - carem. Porównanie Boga do
cara Rosji, człowieka okrutnego, przez którego Polacy cierpią, jest
szczytowym punktem tej sceny, jednak to słowo padło nie z ust Konrada,
należy o tym pamiętać. Tak sprzeniewierzyć się przeciw Bogu mógł tylko
diabeł. Pomiędzy duchami zaczyna toczyć się walka o duszę bohatera
(średniowieczne misterium!).
Cała improwizacja Konrada jest w gruncie rzeczy niezrozumieniem tego,
że Bóg zsyła cierpienie. Jest też zwątpieniem w Stwórcę i próbą buntu.
Dodajmy, że jest to bunt nieudany. Pycha, duma, próżność i chęć
dorównania Bogu to negatywne cechy, jakie reprezentuje sobą bohater.
Wystąpienie przeciwko boskiemu porządkowi świata przynosi tylko zgubne
efekty.