Marta
urodziła się w średnio zamożnej rodzinie szlacheckiej, dorastała beztrosko w
dworku
pod Warszawą. W wieku 16 lat umarła jej matka. Wkrótce ojciec Marty
stracił posiadłość a w efekcie podupadł na zdrowiu.
Przed śmiercią ojca, Marta poślubiła urzędnika, Jana Świeckiego. Jan pobierał
dobrą pensję, za którą mógł w dostatku utrzymać małżonkę i córkę
Jancię.
Szczęście nie trwało długo. Po 5 latach przyszła choroba Jana - umarł. Wraz ze śmiercią skończyła
się podstawa materialnego bytu. Po pogrzebie Marta z dzieckiem musiała
opuścić mieszkanie. Po sprzedaży mebli, opłaciła długi związane z kosztem
leczenia i pogrzebu. Wynajęła mały, skromny pokoik.
Pełna nadziei podjęła próbę zdobycia pracy. Jako młoda kobieta,
starannie wychowana, umiejąca się porozumieć w jęz. franc.,
wrażliwa na muzykę i posiadająca talent do rysunku nie myślała, że będzie miała
trudności ze znalezieniem posady. W biurze info.
dla nauczycieli prowadzonym przez Ludwikę Żmińską, która po przesłuchaniu
uświadomiła jej że umie mniej, niż jej się wydaje. Język francuski opanowany
biegle, ale wymagający dokształcenia, aby móc nauczać, a gra na fortepianie nie
dawała posady. Po miesiącu Marta otrzymała możliwość nauczania jęz. franc. za
pół rubla dziennie. Uczyła 12 letnią córkę pisarza Adama Rudzińskiego –
Jadwisię. Wkrótce było oczywiste, że Jadwisia przygotowywana przez rodowitą
Francuskę ma bardziej opanowany język francuski niż Marta. Marta wyznała, że
myliła się co do swoich umiejętności i nie może uczyć Jadwisi, musi odejść.
P. Rudzińska chciała jej pomóc.Dowiedziawszy się, że Marta rysuje,
poprosiła męża, który pracował przy piśmie ilustrowanym o pomoc. Na pożegnanie
pani Rudzińska chciała wręczyć Marcie zapłatę, ale ta czuła, że pieniądze jej
się nie należą. Po tygodniu Marta otrzymała
szkic do skopiowania. Efekt rysunku miał zadecydować o zatrudnieniu w redakcji.
Gdy skończyła stwierdzono, że Marta posiada zdolności, ale
nie posiada umiejętności technicznej.
P. Rudzińska przejęta losem samotnej kobiety, postanowiła jeszcze raz pomóc,
przypomniała sobie Ewelinę D. – właścicielkę
sklepu w Warszawie z tkaninami, która potrzebowała subiektów jednak ta nie wyobrażała sobie, żeby w jej sklepie
wśród mężczyzn pracowała kobieta (mogłaby powodować zgorszenie i odstraszyć klientów). Po raz
kolejny Marta, poczuła gorycz porażki. Na pożegnanie p. Rudzińska wsunęła Marcie w
dłoń kopertę, którą przyjęła. Po raz pierwszy od dłuższego czasu w izbie
palił się ogień i dziecko miało ciepłą strawę.
Nazajutrz, Marta ponownie szukała zajęcia w pracowni, w której się
zaopatrywała. Właścicielka magazynu potrzebowała pracownicy,ale z
umiejętnościami kroju i szycia, czego nie umiała Marta, chciała
się przyuczyć, ale właścicielka odmówiła.
Po opuszczeniu magazynu Marta szła bez celu. W pewnym
momencie poczuła dotknięcie ramienia, była to Klara - szwaczka z
magazynu, z którego wyszła Marta. Zaproponowała jej pracę u pani
Szwejcowej, która zatrudniała kobiety, które niewiele umiały. Pani Szwej przyjęła Martę. Praca polegała na
ręcznym szyciu bielizny przez 10 godzin dziennie za 40 gr. Marta wiedziała, że ten zarobek nie daje jej szans na normalne
życie. Pewnego razu wstąpiła do księgarni, której właścicielem był dawny
znajomy jej męża, opowiedziała mu swoją niedolę, prosząc o posadę. Księgarz dał
Marcie książkę jednego z franc. myślicieli do przetłumaczenia i obiecał,
że jeżeli przekład będzie dobry - otrzyma 600 zł. Marta była pełna zapału.W
ciągu dnia pracował u p. Szwejcowej, Jancia pozostawała pod opieką żony
stróża, nocą zajmowała się tłumaczeniem książki. Po 6 tygodniach Marta
oddała tłumaczenie i oczekiwała na ocenę swojej pracy. Niestety
księgarz uznał, że praca nie kwalifikuje się do druku, oddał Marcie
zwój rękopisu, do którego włożył 6 rubli. Marta po raz kolejny poczuła się
dotknięta jałmużną. Nie mogła iść dalej, była głodna, załamana i bezsilna.
Usiadła na schodach prowadzących do koscioła. Z tego
stanu odrętwienia, wyrwała ją przechodząca para. Była to przyjaciółka z
dzieciństwa – Karolina, której towarzyszył Oleś, cioteczny brat p.
Rudzińskiej. Po rozmowie Karolina zaprosiła
Martę do siebie na wspominki. Karolina, wytwornie ubrana, zajmowała wygodne,
obszerne mieszkanie. Marta po raz pierwszy od wielu miesięcy obfity posiłek.
Marta była ciekawa, w jaki sposób Karolina, jako osoba niezamężna utrzymuje
się. Wg Karoliny, kobieta w ówczesnym świecie jest niczym, dla której nie ma
szczęścia, ani chleba bez mężczyzny i dlatego stała się utrzymanką pana
Witalisa. Dla Marty była to propozycja, aby Marta postąpiła podobnie, było
szokiem. Marta opuściła mieszkanie przyjaciółki w przerażeniu.
Po stracie pracy u Szwejcowej, Marta została bez środków do życia. Udała się do
jubilera, aby sprzedać ślubną obrączkę. Po powrocie do domu Marta zastała
córkę z gorączką, w nocy sprowadziła lekarza, który oznajmił, że dziecko jest
b. chore, potrzebne będą lekarstwa.. Marta
nie miała pieniędzy, poszła żebrać, jednak nikt nie jej wsparł. Weszła do luksusowego sklepu,gdzie prosiła
bogatego mężczyznę o wsparcie dla dziecka. Ten odmówił jej, oświadczając, że jest młoda,powinna się wstydzić. Marta
nie czuła wstydu, najważniejsze było zdobycie
pieniędzy na leki dla dziecka. Ukradła
mężczyźnie z leżącego na ladzie portfela 3 ruble i zaczęła uciekać,podniósł
się alarm i rozpoczęto pościg. Marta, w czarnej, zniszczonej sukni
biegła jak szalona, trącając przechodniów, a tłum ludzi biegł za nią
krzycząc: „złodziejka”. Nagle Marta wbiegła na jezdnię i wpadła pod omnibus.