Na początek w cytacie o Próchnie: „Próchno” jest powieścią konfesyjną i zarazem polifoniczną, wielogłosową (należy pamiętać,
że o polifoniczności była mowa już w związku z nowatorstwem „Lalki”). Zamysł Berenta jest nowatorski i radykalny: przyjęcie kilku uwewnętrznionych punktów widzenia i wzajemne ich nałożenie. Nie ma więc jednego głównego bohatera ani nawet dwóch, jak w „Lalce”. Rola głównego bohatera rozdzielona jest między całą grupę artystyczno - kawiarnianej cyganerii. Oprócz muzyka Hertensteina, aktora Borkowskiego, poety Müllera, dramaturga Turkuła, malarza Pawluka, krytyka Jelsky'ego, w orbicie tej porusza się także lekarz Kunicki, po cichu pisujący wiersze. Wzajemnie nakładające się autoanalizy, monologi i dialogi bohaterów współtworzą obraz skomplikowany, wieloznaczny i wielopłaszczyznowy.
Wszyscy bohaterowie są równoprawni; relacje, spowiedzi, komentarze wszystkich są tak samo wiarygodne, choćby nawet wzajemnie się nie potwierdzały. Każdy z nich ma swoją wersję zdarzeń i nadaje im swój sens, którego kontekstem jest jego własne życie, własne artystostwo, własne lęki. Nie ma tu instalacji korygującej, bo narrator przyjmuje punkt widzenia postaci lub po prostu oddaje im głos (dialogi, monologi, pamiętnik, utwory literackie). Dlatego z powieści wynika wieloznaczność, fragmentaryczność, relatywność, niedostateczność przekonań i wątpliwości, które każdy z bohaterów wypowiada.”
Władysław Borowski (aktor) – dużo wiemy, bo zwierzał się lekarzowi Kunickiemu – pierwszy rozdział to retrospekcja. Zakochał się w portrecie matki, której nie znał. Miał problemy z osobowością. Pije wódkę, zmienia ciągle kochanki. Poznaje Zosię, w której się zakochuje i biorą ślub.
(Istotny jest stosunek artystów do kobiet – uwodzą je, ale nie umieją z nimi żyć, bo są przeszkodą na drodze do sztuki.)
Ojciec podjudza Władka, że Zosia go zniszczy. Władek nie chce wierzyć, ale faktycznie nie potrafi żyć z żoną. Kłócą się, on ją poniża. Zosia nie chce stawać na drodze między nim a sztuką. W końcu Władek opuszcza żonę dla teatru,choć wie, że będzie cierpieć.
Kunicki jest zaciekawiony losami Zosi. Władek się upija. Kunicki idzie potem do kawiarni, gdzie pije z Jelskym.
Kunicki prowadzi operację, podczas której umiera kobieta, każą mu wziąć urlop. Kunicki myli domy i trafia do mieszkania gdzie jakiś student się zabił. Kunicki utożsamia się z martwym studentem. Idzie do siebie. Informacja o wizycie Zosi Borowskiej.
Borowski, Helski i Kunicki prowadzą rozmowy o kobietach. Na ulicy sprzedają gazety reklamując je hasłem o zamachu anarchistów i wysadzeniu w powietrze teatru. W kawiarni cyganeria baluje. Turkuł proponuje Borowskiemu by jechał z nim do Warszawy i wystąpili tam w teatrze. Malarz Pawlak mówi o żonie Borowskiego. Potem na korytarzu tłucze lustro. Oglądają występ Yvetty Guilbert z Paryża.
Borowski ucieka od żony – pisze kartkę pożegnalną. Ta w pół śnie mówi, żeby szedł. No więc borowski idzie z Turkułem. W międzyczasie chce skoczyć do rzeki, ale go powstrzymują.
Pora,gdy kawiarnie są zamknięte. Jelsky odwiedza Zosię. Potem pisze artykuł o występie Yvetty i o pożarze. Muller daje mu do czytania swoje artykuły – o Zosi i Lili z kawiarni. Kończą się hymnami do szatana. Jelsky ma wizje, ma halucynogenne wizje – rzuca w postać Mullera, wizja znika. Jelsky idzie do unickiego i opowiada że Borowski porzucił zonę.Ale Kunicki jej nie chce. Chce być artystą. Ale wrzuca zeszyt z zapiskami do ognia. Jelsky rysuje na stole rewolwer (ma go w kieszeni też). Pisze, a potem todrze. Wysyła do Pawluka list + klucz Zosi. A potem wypija wino z trucizną – i zasypia.
Wpada lud i rzuca się na jego ostatnie zapiski.
Muller i Henryk von Hertensteinpiją, gadają o śmierci Mullera. Enryk nosi ze sobą truciznę. H. von H. opowiada o Hildzie, aktorce, przy której chce być, ale ona nie traktuje go poważnie. Czytają o księżniczce Bratumile, która oddała się szatanowi – porównują do niej Henryka – on też jest martwy dla świata. Palą opium. Gadaja o śmierci i sztuce (strasznie monotematyczni).
Wizytę skałda im aktorka, która gra na fortepianie, a potem daje białą różę Mullerowi. H. von H. opowiada o wierzeniach buddyjskich. Muller też chce w to wierzyć i nie bać się śmierci. Zażywają truciznę. Muller nie wierzy, H von H spokojnie oczekuje śmierci. Myślą o beznadzieji dążeń i o sposobie myślenia społeczeństwa.