Żona Andrzeja, wdowa po najstarszym z braci Korczyńskich, była kobietą poważną, nie okazującą emocji. Wyszła za mąż z miłości. Kochała też ojczyznę, ale w przeciwieństwie do swego męża nie potrafiła zbliżyć się do ludu. Nie chodzi o to, że była zbyt dumna, ale nie potrafiła zaakceptować prostotę zachowań wiejskiej społeczności. Po śmierci męża powróciła do rodzinnego domu i zawsze była powściągliwa i opanowana. Benedykt pomagał jej w zarządzaniu gospodarstwem i majątkiem. Miał jednak pretensje, że swego syna Zygmunta Andrzejowa wychowuje w duchu cudzoziemskim. Ona jednak twierdziła, że chce ukierunkować syna na idealistę a nie materialistę.
Z przerażeniem zauważa jednak, że Zygmunt nie posiada wybitnego talentu, a w dodatku jest wyjątkowym egoistą. Nie darzy miłością nawet swej żony. Klotylda - pomimo całej obojętności, jaką jej okazywał – miała do męża wyjątkową słabość, jest natomiast zazdrosna o Justynę. Zygmunt nie zważając na to,- jedzie do Korczyna. Klotylda jest z tego powodu rozżalona i skarży się pani Andrzejowej. Ta pociesza synową i obiecuje poważnie porozmawiać z synem.
Tymczasem Justyna i Witold w bardzo dobrych nastrojach wracają z Bohatyrowicz do Korczyna. Trafiają na nieprzyjemną scenę, gdy Benedykt łaje parobków za uszkodzoną żniwiarkę. Witold objaśnia chłopu działanie maszyny i podejmuje się ją naprawić. Usiłuje namówić ojca, by traktował chłopów po ludzku. Do dworku przybywa w tym czasie Kirło i wychwala zalety Różyca. Zamierza on w ten sposób zachęcić Justynę do poślubienia tego człowieka. Benedykt nie aprobuje tego kandydata.
Na zaproszenie Elżuni Justyna podąża do chaty Fabiana. Tu poznaje Starzyńskiego - trzeciego z kolei męża matki Janka - oraz przyszłego zięcia Fabianów - Franka Jaśmonta. Po pewnym czasie przybywa tu też Witold. Następnie pojawia się Antosia a w chwilę później - Michał. Fabian skarży się nieco na biedę, jednak ogólnie wszystkim dopisują humory. Następnego dnia Witold prosi matkę o pozwolenie, aby Leonia mogła pójść razem z nimi na wesele do Bohatyrowicz. Matka jednak - słysząc prośbę - - dostaje kolejnego ataku swej choroby.
Benedykt dowiaduje się w tym czasie, że wygrał proces z Bohatyrowiczami i poleca swojemu prawnikowi wyegzekwować należne 1000 rubli. Tego samego dnia przybywa do Korczyna Zygmunt i spotyka się z Justyną. Proponuje jej, aby przeniosła się do niego i została jego kochanką. Panna, która przyjęła go ozięble, stanowczo odmawia. Obrażony i rozżalony wraca do domu, prosi, aby matka sprzedała Osowce i aby wraz z nim podróżowała po świecie. Matka odmawia. Rozmawiają o Klotyldzie i Justynie. Pani Andrzejowa dopiero teraz dostrzega swe błędy wychowawcze. Zygmunt porównuje miejscowy lud do bydła, a swojego nieżyjącego ojca nazywa szkodliwym szaleńcem. Dla matki jest to bolesny cios, który zabija w niej miłość do syna.
A do Bohatyrowicz zjeżdżają się liczni goście zaproszeni na wesele Elżuni. Wszyscy są ubrani strojnie. Następuje oczekiwanie na młodą parę i asystę weselną, Przybywa nieco spóźniony Kazimierz Jaśmont - pierwszy drużba. Wraz z jego przyjazdem rozpoczynają się uroczystości. Kazimierz od razu zwraca swą uwagę na Justynę, która mu się niezmiernie podoba. Jednak nie zaniedbuje obowiązków drużby. Na początek wygłasza on piękną mowę skierowaną do młodej pary. Po tym następuje błogosławieństwo młodych udzielone im przez rodziców i orszak wyrusza bryczkami w kierunku kościoła. Część gości jednak pozostaje i zasiada od razu do stołów. Fabian pełni obowiązki gospodarza, ale w duchu trapi się myślą o przegranym procesie. Po pewnym czasie rozmowa schodzi na ten właśnie temat. Przed wieczorem rozpoczyna się weselisko. Dochodzi do spotkania Marty i Anzelma. Spotykają się też Janek i Justyna. Przybywa Domuntówna, która jest adorowana obecnie przez Kazimierza Jaśmonta. Witold przysłuchuje się gawędom Jakuba. Późnym wieczorem, po tańcach, wszyscy wypływają czółnami na Niemen. Tylko Anzelm I Marta pozostają przed chatą wspominając czasy swej młodości. Bohatyrowicze pragną zgody z Benedyktem i proszą Witolda o wstawiennictwo U jego ojca w sprawie przegranego procesu.
Natomiast Benedykt rozmyśla nad swą przeszłością. Wspomina swego brata Dominika, który został mianowany w Rosji wysokim urzędnikiem. Rozważania przerywa przybycie Witolda. odpiera liczne . Ojciec i syn wreszcie nawiązują między sobą autentyczny dialog. Z rana Witold niesie do domu weselnego radosną wieść o pojednaniu.
Później przez cały dzień przebywa razem z ojcem, zaś wieczorem płynie razem z nim „na Mogiłę”.
Również pod wieczór kończą się gody Elżuni, którą orszak weselny odprowadza do domu męża. Jadwiga przeprasza Janka za przykry incydent, który miał miejsce poprzedniego wieczoru (rozżalona utratą ukochanego Janka rzuciła ona w niego i Justynę kamieniem, który na szczęście nie wyrządził im krzywdy). Janek - przebacza zniewagę. Później spotykają się nad Niemnem z Justyną i wyznaje jej swoją miłość.
Następnego dnia do Korczyna przybywają: Kirłowie oraz Zygmunt. Kirłowie rozmawiają z Justyną, Emilią i Benedyktem. Okazuje się, że Różyc prosi o rękę Justyny. Wtedy Justyna oznajmia, że jest już zaręczona z Jankiem i odrzuca propozycję. Dla Emilii i Zygmunta jest to wstrząs, ale Benedykt i Kirłowa - widząc niezłomność postanowienia popierają decyzję Justyny. Marta początkowo pragnie przenieść się razem Justyną, ale Benedykt nie chce jej puścić, gdyż - jak twierdzi - od początku jest mu ona niezastąpioną pomocą w gospodarstwie i jedną z najukochańszych osób na świecie. Ostatecznie Benedykt wraz z Justyną udają się do chaty Anzelma, gdzie dokonuje się ostateczne - - choć bez słów prawie wyrażone - pojednanie.