Tom drugi
Kirłowie są ludźmi raczej ubogimi, ale ich dom i zagroda tętnią życiem. Do tegoż domu przybywa Różyc. Podczas rozmowy przyznaje się do używania narkotyków. Wyznaje on też, że pożąda Justyny, ale nie ma zamiaru jej poślubić z uwagi na jej pochodzenie i ubóstwo. Następnie proponuje Kirle posadę zarządcy swej posiadłości - Wołowszczyzny. Kirłowa jednak nie przyjmuje tej propozycji. Różyc proponuje jej jeszcze, że przejmie on finansową stronę wykształcenia jej synów, na co Kirłowa wyraża zgodę. W tym czasie Witold z Marynią również wiodą długą rozmowę.
Witold z Leonią chcą nakłonić Martę do leczenia się, ona jednak się przed tym broni na różne sposoby i ucieka przed natrętnymi dziećmi do spiżarni. Emilia doznaje ostrych ataków swej choroby nerwowej. Do Korczyna przybywa Darzecki ze swymi dwiema córkami i upomina się u Benedykta o posag swej żony. Po odjeździe Darzeckiego Witold wypowiada
krytyczny sąd o osobie wuja i zarzuca ojcu, że płaszczy się przed człowiekiem tak egoistycznym i bezwartościowym. Dochodzi do starcia pomiędzy ojcem i synem. Niedługo po tym do Witolda przychodzi Julek Bohatyrowicz. Obaj młodzieńcy razem wychodzą. W czasie śniadania przybywa Kirło. Żartuje on z Teresy mówiąc, że o jej rękę będzie się starał Różyc. Teresa traktuje poważnie słowa Kirły, ale szybko spotyka ją rozczarowanie, ponieważ zebrani sądzą,że owszem: Różyc będzie się starał o rękę, ale o rękę Justyny. Justyna zaś coraz częściej myślą wybiega do osoby Janka.
W Bohatyrowiczach trwają żniwa. Jan spotyka się na polu z Justyną, która decyduje się pomóc mu w pracy. Pomiędzy Fabianem i jego synem Ładysiem i jego żoną wybucha bójka. Janek uspokaja walczących. Zjawia się tu też Witold. Później Witold spotyka Anzelma, który odkrywa podobieństwo panicza do nieżyjącego Andrzeja Korczyńskiego. Witold z Anzelmem następnie wiodą długą i poważną rozmowę.
Niedługo później Janek Justyna płyną łodzią do grobu poległych powstańców. Po drodze spostrzegają Julka łowiącego ryby. Na piaszczystym brzegu Niemna Janek opowiada, jak ostatni raz w życiu - w tym właśnie miejscu - widział ojca odchodzącego z powstańcami.
Tamtego majowego wieczoru wielu ludzi żegnało tu swoich krewnych i znajomych. W miesiąc później Anzelm, wracający prosto z pola, przyniósł wiadomość o śmierci Andrzeja Korczyńskiego i Jerzego Bohatyrowicza.
Zrywa się burza, która skłania młodych do powrotu do chaty Anzelma. W czasie przeprawy rzeką Janek daje dowody swej odwagi, zręczności, walcząc ze wzburzonym żywiołem. Justynę widok ten napełnia spokojem i zaufaniem do osoby Janka oraz podsyca rodzące się w jej sercu uczucie
W chacie Anzelma Antosia, Elżunia i Justyna rozmawiają o strojach i zbliżającym się weselu Elżuni. Anzelm włącza się do rozmowy. Następnie wszyscy - wraz z Jankiem - zasiadają do wieczerzy, nie przerywając konwersacji. Anzelm przez cały czas jest niezwykle grzeczny i przyjacielsko odnosi się do Justyny. Po kolacji Anzelm pozostaje sam na sam z Justyną i opowiada jej historię swej odwzajemnionej miłości do Marty.
Pomimo łączącego ich uczucia Marta jednak odrzuciła jego oświadczyny, co wzbudziło w nim wielki żal i doprowadziło do tego, że zapadł on na ciężką chorobę, która trwała przez dziewięć lat. Po częściowym wyzdrowieniu Anzelm zajął się urządzeniem i pielęgnacją swego wspaniałego sadu i pomagał Jankowi w prowadzeniu gospodarstwa.
Do chaty przybywa stary Jakub wraz z wnuczką, Jadwigą Domuntówną. Starzec opowiada historię o swoim bracie Franciszku, który w 1812 r. wyruszył z legionami Napoleona na wojnę. Po pewnym czasie, będąc niedaleko domu, rzeczony Franciszek zapragnął choć na chwilę odwiedzić krewnych, ale w drodze zabłądził (a była to zimowa noc) i zamarzł o kilkadziesiąt metrów od rodzinnej chaty.
W czasie trwania opowieści i po jej zakończeniu Jadwiga okazuje Janowi i Justynie swą zazdrość (kochała się ona w Janku), a następnie - rozgniewana - wychodzi wraz z Jakubem.
Jan, Anzelm i Justyna wychodzą nocą, aby popatrzyć na Niemen. Na czółnach, wśród rybaków, dostrzegają Witolda. Niedługo potem Justyna wraca do Korczyna. Tutaj spotyka się z Martą, która opowiada, że w dworku była Kirłowa, która pragnęła dowiedzieć się, czy Justyna nie zgodziłaby się poślubić Różyca. Justyna niezbyt zainteresowana tą propozycją wypytuje, dlaczego Marta nie wyszła za Anzelma. Ta przyznaje się, że obawiała się wówczas szyderstw ze strony ludzi oraz ciężkiej pracy. Po tym długo jeszcze kobiety rozmawiają o Anzelmie i jego gospodarstwie.