O czym jest ta książka? W telegraficznym skrócie - o dziewczynie chorej na nowotwór, o dramatycznej
walce o życie, w której każdy środek jest dobry, aby osiągnąć upragniony cel. O jedności rodziny w walce z chorobą i
jej rozpadzie pod wpływem dramatu, który toczy ich od środka od lat. O zapłodnieniu in vitro, a ściślej o "programowaniu genetycznym" i dylematach natury etycznej - jak daleko można się posunąć w ulepszaniu dzieła Boga. Książka ta obfituje w wątki, ale najważniejsze jest to, że każdy z nich został potraktowany z należytym profesjonalizmem oraz powagą.
Wątek medyczny rozpracowany niczym w "Ostrym Dyżurze", wątek miłosny romantyczny i delikatny, ale nie ckliwy. I wreszcie to, co stanowi główny smak tej książki - studium psychologiczne człowieka, rodziny. Ale nie jest to naukowy bełkot, ale prawda o człowieku, o każdym z nas. Głównymi bohaterami książki są Fitzgeraldowie - Dzieci: Jesse, Anna i Kate oraz rodzice: Sara i Brian. Kate będąc małym dzieckiem zachorowała na białaczkę promielocytową. Lekarze nie dają jej większych szans, sugerują nawet, że lepiej będzie zrezygnować z leczenia, ale
rodzice podejmują decyzję, że nie poddadzą się bez walki. I tak wszystko się zaczyna. Nie jest łatwo, ale
początkowo udaje się utrzymać dziewczynkę przy życiu znacznie dłużej, niż tego pierwotnie wszyscy oczekiwali. Gdy wszystkie metody leczenia zawodzą Fitzgeraldowie decydują się na sztuczne zapłodnienie po to, aby na świat przyszło dziecko o materiale genetycznym niemal zgodnym z Kate. W ten
sposób i w tych okolicznościach na świat przyszła Anna.I tu dopiero zaczyna się prawdziwy dramat. Początkowo chodziło o przetoczenie krwi pępowinowej małej Anny do ciała Kate. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ciężko jest powiedzieć sobie dość, gdy stawką jest życie własnego dziecka. Anna przechodzi kolejne zabiegi, które mogą pomóc siostrze, ale na dłuższą metę są bezskuteczne. Rodzice godzą się na to, bo Anna ratuje życie własnej siostry, a poza tym nic ją to nie kosztuje. Ale czy na pewno???Mając czternaście
lat Anna mówi dość. Jej decyzja rzuca inne światło na rodzinę wspólnie sprzymierzoną w nierównej walce, nadaje tempa całej historii i sprawia, że staje się ona coraz to bardziej nieprzewidywalna. Jeśli myślicie, że wiecie wszystko o tej książce, to się mylicie. Jeśli myślicie, że nie warto jej czytać, bo zbyt dużo w niej dramatów, to również jesteście w błędzie.Smutek nie rozpędza się tu niczym pociąg, którego nie można zatrzymać. Przeciwnie - żaden wątek nie jest z gruntu tragiczny, gdyż jarzy się w nim iskierka optymizmu. Śledzimy losy garstki ludzi na przestrzeni paręnastu lat, ale podczas czytania nie czuje sie znużenia. Akcja jest dynamiczna, toczy się na dwóch płaszczyznach - w przeszłości i teraźniejszości. Skoki nie są zbyt nagłe i nachalne, dlatego nie sposób zgubić wątku. Zaś narracja jest prowadzona kolejno przez wszystkich bohaterów książki. Rodzi to swoiste rozdarcie, ambiwalentne postawy. Raz jesteś ich przyjacielem, a raz wrogiem. Jedno jest pewne - książka zmusza do myślenia, jest pełna niespodzianek. A największą z nich jest zakończenie. Ale jego nie zdradzę. Sami musicie się przekonać.
Więcej recenzji na temat Bez mojej zgody