Kurt Vonnegut twierdzi
że książka „Śniadanie mistrzów” jest prezentem dla samego
siebie na
pięćdziesiąte urodziny. Jako pięćdziesięciolatek czuje się tak dziecinnie że
obraża Gwiaździsty Sztandar, bazgrze sprośne rysunki na jej kartkach, informuje
czytelnika o rozmiarach penisów swoich bohaterów którzy w końcu dostają świra …Pisarz rozprawia w powieści na temat bolączek świata w którym
przyszło żyć postaciom z jego książki. Krytykuje wielki amerykański mit o
szczęściu i dobrobycie, pokazuje wady społeczeństwa którym rządzi technologia i
które ze stoickim spokojem przyjmuje degradację środowiska naturalnego. Obnaża
absurd wojen które minęły i tych które się toczą. Człowiek człowiekowi zadaje
gwałt w imię wyższych racji…Powieść mówi o
spotkaniu dwojga starych , samotnych ludzi, na umierającej planecie Ziemi.
Pisarz SF Kilgore Trout biedny utrzymujący się z instalowania aluminiowych
okien starszy mężczyzna, zostaje zaproszony na
festiwal sztuki dzięki
milionerowi Eliotowi Rosewaterowi, który uważa
go za największego żyjącego
pisarza . Trout który według siebie jest nikim, wyjmuje z walizki spleśniały
frak sprzed kilkudziesięciu lat i postanawia skompromitować festiwal. Nie mając pieniędzy rusza autostopem w
drogę….Dwayne Hoover najbogatszy człowiek w Middland City,
właściciel kilku hoteli, wdowiec, który stopniowo i niepostrzeżenie popada w
obłęd, postanawia także
wziąć udział w festiwalu. Człowiek ten który za
jedynego przyjaciela ma psa wodołaza imieniem Sparky, ma nieodparte wrażenie że
wszyscy otaczający go ludzie i on sam, są maszynami. Milioner chce wziąć udział
w
festiwalu żeby poznać nowe poglądy…Spotkanie tych dwojga starszych ludzi zmieniło na zawsze ich
życie…Świetna powieść, gorąco polecam!
Więcej recenzji na temat Śniadanie mistrzów czyli Żegnaj czarny poniedziałku