ROZDZIAŁ IVKomisja
egzaminacyjna składała się z trzech osób: inspektora
gimnazjum, pana Majewskiego i jednego
z nauczycieli. Egzamin
rozpoczęto od przesłuchania kandydatów. Sprawdzono
wiadomości z gramatyki, umiejętności czytania, opowiadania i
recytacji. Drugi egzamin był szczegółowy i dotyczył
pisowni. Marcin przeszedł kolejny pułap, ciesząc się przychylną
opinią komisji. W trakcie egzaminu wywiązała się ostra wymiana
zdań miedzy rodzicami a wykładowcami, którzy zarzucili
rodzicom, że nie rozmawiają w domu po rosyjsku, co jest przyczyną
niskiego poziomu wiedzy ich dzieci. Egzamin z arytmetyki i religii
był teraz tylko formalnością.
Zaraz po zdanych egzaminach Marcin z
mamą udali się do pani Przepiórkowskiej, która
wynajmowała stancję gimnazjalistom. Po obejrzeniu pokoju i
zapoznaniu się z warunkami płatności pani Borowiczowa zdecydowała
się pozostawić tu syna.
ROZDZIAŁ VMarcin Borowicz
rozpoczął naukę w gimnazjum w Klerykowie. Mieszkał na stancji u
Przepiórzycy (tak potocznie nazywana była właścicielka)
wraz z Pigwańskim, zwanym Pytią. Był to korepetytor,
który mówił i objaśniał po rosyjsku.
Borowicz czuł się na stancji samotnym jak palec. Jego troski,
okropne trwogi, wyrastające szczególniej na glebie
arytmetyki, nikogo nie interesowały ”.
Marcin początkowo nie radził sobie w
szkole, niewiele rozumiał z tego, co do niego mówili
wykładowcy.
„Z tych wykładów Marcinek nie osiągał nie tylko
żadnego zrozumienia rzeczy, ale owszem, głupiał coraz okropniej
i męczył się coraz bardziej ”
A fakt, że nie pochodził z zamożnej
rodziny, tylko utrudniał mu kontakty z panem Majewskim. Tylko język
polski nie sprawiał mu kłopotu. Marcin Borowicz siedział w jednej
ławce z Romciem Gumowiczem. Pan Majewski często wzywał go do
odpowiedzi, wyśmiewając błędy i wady. Pewnego razu nazwał
chłopca „parciarską kobyłą” i postawił mu dwóję.
Dopiero kiedy Marcin zobaczył łzy w oczach chłopca, przestał się
z niego śmiać, bowiem
„pierwsze w życiu współczucie drgnęło w jego
piersi ”.
Po lekcji uczniowie rozgrywali bitwy
„Greków” z „Persami”. Była to walka miedzy
starszymi uczniami gimnazjum a „pierwszakami”. Marcin był
dzielnym "Persem"
ROZDZIAŁ VIW przeddzień
Zielonych Świątek pani Borowiczowa uzyskała w szkole dwudniowy
urlop dla Marcina. W drodze do domu Marcin nie mógł się
nacieszyć pięknem otaczającej przyrody. Z radości wyskoczył z
wozu, zerwał pęk bzu rosnącego przy drewnianej kapliczce i rzucił
go mamie na kolana. Wzruszona zanurzyła twarz w kiściach bzu.Po
przybyciu do ukochanych Gawronek chłopiec dowiedział się o
kradzieży ulubionej klaczy. Na szczęście następnego dnia klacz
się odnalazła.
POZOSTAŁE
odnośniki DO "SYZYFOWYCH PRAC":
http://pl.
shvoong.com/books/novel/1727257-
syzyfowe-prace-rozdzia%C5%82-i-ii/
http://pl.shvoong.com/books/novel/1727258-syzyfowe-prace-rozdzia%C5%82-iv-v/
http://pl.shvoong.com/books/novel/1727259-syzyfowe-prace-rozdzia%C5%82-vii-viii/
http://pl.shvoong.com/books/novel/1727261-syzyfowe-prace-rozdzia%C5%82-xi-xii/
http://pl.shvoong.com/books/novel/1727263-syzyfowe-prace-rozdzia%C5%82-xiv-xv/