Strona główna Shvoong > Książki > Powieści > Wierny Rusłan

.

Wierny Rusłan

Summary rating: 3 stars 9 Recenzja
Review by : genshin_fujiwara
Wizyty : 453  słów: 900   Opublikowano dnia: lipca 04, 2007
W nocy była zawierucha. Rano do Rusłana przyszedł jego pan. Przyniósł mu jedzenie. Miał przy sobie karabin, oznaczało to, że będzie służba. Rusłan jadł nie spiesząc się, ale też nie nazbyt wolno. Gdy skończył wyszli na zewnątrz. Śnieg oślepił Rusłana, który dawno nie był na dworze. Psa zadziwiła cisza, jaka panowała w obozie. Doszedł do wniosku, że więźniowie uciekli a jego wyprowadzono, żeby ich odszukał. Zdarzało się, że więźniowie uciekali, ale wtedy było dużo hałasu, bieganiny, a tu zupełna cisza. Wyczuł, że dzieje się coś niedobrego, spojrzał na swojego pana, on także był jakiś inny. Szli dalej, Rusłan zauważył, że obie bramy są otwarte i nikt nie każe ich zamknąć, nikt nie strzela. Był przerażony tym widokiem, następnie zobaczył wieżę strażniczą, nie było na niej widać nikogo z karabinem, nie świeciły się reflektory. Bezczelność uciekinierów wyprowadziła go z równowagi. Doszli do bramy, Rusłan zaczął szukać, ale nie czuł nic poza myszami i stęchlizną. Bał się, że źle wykonał zadanie a wiedział, co spotyka psy, które przestają rozumieć, o co chodzi. Wspomniany zostaje tu Reks, który nie zareagował na naruszenie szyku kolumny przez więźnia. Następnego dnia rano jego pan przyszedł po niego i wyprowadził go za druty, słychać było krótką serię strzałów i pies już nie wrócił. Pies zawsze ginął z ręki swojego pana. Wcześniej czy później czekało to wszystkie psy. Kolejną rzeczą, która zadziwiła Rusłana było to, jak odzywał się do jego pana jakiś traktorzysta. Rusłan był gotów zagryźć obcego, czekał tylko na rozkaz pana, ale pan zachowywał się zupełnie inaczej niż wcześniej. W końcu pan wydał mu rozkaz, ale zupełnie innej treści niż Rusłan się spodziewał. Czekało go najgorsze – wygnanie za druty. Rusłan nie mógł się z tym pogodzic, ale rozkaz pana był rozkazem. Biegł w stronę najbliższych domów.
Inne psy czekał taki sam los jak Rusłana - wygnanie po zlikwidowaniu łagru. Rankiem kolejnego dnia wszystkie psy z byłego łagru zebrały się na peronie kolejowym i czekały na odbiór więźniów. Nie mogły zrozumieć, że ich służba już się skończyła. Czas mijał, pociąg nie przyjeżdżał, a psy powoli traciły nadzieję. W końcu pozostał tylko Rusłan. Początkowo ludzie bali się tych psów, ale po pewnym czasie przyzwyczaili się do nich. Żyły własnym życiem, interesowały się tylko mężczyznami, odprowadzały różnych mężczyzn, ale nie robiły im krzywdy. Kiedy zaś rzucano im coś do jedzenia, warczały i odwracały się w drugą stronę. Tylko Rusłan nie mógł przywyknąć do tej sytuacji. Każdego ranka biegł do obozu, ale tam działo się coś dziwnego: nie było drutów, coś budowano na miejscach baraków, śpiewano i cieszono się. Nie przypominało to obozu, który pamiętał Rusłan. Pies odżywiał się tylko na śmietnikach ewentualnie tym, co sobie upolował, ale w żadnym wypadku nie wziął niczego od człowieka. Inne psy znalazły sobie nowych właścicieli, np. Dżulbars, z najgroźniejszego ze wszystkich psów zamienił się w potulnego pieska. Leżał na brudnej wycieraczce i przymilnie merdał ogonem do swojego nowego pana.
Pewnego dnia Rusłan miał okazję po raz ostatni zobaczyć swojego pana: Kiedyś dostojny, dumny, najważniejszy w obozie, teraz siedział w bufecie i pił wódkę z Wycieruchem, byłym więźniem. Rusłan oszalał ze szczęścia. Chciał zwrócić na siebie uwagę, ale pan jakby go nie zauważał. Był zajęty rozmową. Mówił, że lepiej jakby zabito psy. Od małego były szkolone i nie potrafią się odnaleźć w nowej rzeczywistości. W końcu pan zrobił coś, czego Rusłan nigdy by się po nim nie spodziewał. Założył się z Wycieruchem, że Rusłan weźmie od niego kawałek chleba z musztardą. Ale Rusłan znał te sztuczki od dawna i wiedział, że to pułapka. Pan wcisnął głodnemu, zmęczonemu psu "truciznę". Rusłana zaczęło palić coś w środku, oślepiło go zupełnie, spojrzał ostatni raz na swojego pana, który okazał się gorszy od innych ludzi. Jego świat pękł jak bańka mydlana. Psy wartownicze uczono, jak postępować z jedzeniem od obcych. Wszystko, co pochodzi z rąk obcego jest paskudne i trujące. Nie spodziewał się jednak takiego ciosu od swojego pana. Rusłan stwierdził, że pan go nie kochał. Nie wiedział, co z sobą począc. Wtedy pojawił się Wycieruch i Rusłan wybrał go sobie jako obiekt do konwojowania. Już w pierwszej godzinie konwojowania okazało się, że Wycieruch ma już pana, którego musi słuchać (Stiura). Wycieruch był stolarzem. Rusłan tylko go pilnował, nie brał jedzenia i dalej chodził na peron. Wycieruch miał jeszcze jednego psa - Trezorka, na którego Rusłan nie zwracał uwagi. Trezorek był Rusłanem zafascynowany, godzinami mógł patrzeć na niego. Wycieruch już był wolny, ale bał się wraca do domu. Nie wiedział, jak zareaguje na niego rodzina, poza tym, mimo że jest wolny to zapowiedziano, że jeszcze mogą wrócić do łagru.
Rusłan bardzo miło wspominał swojego instruktora w szkółce. Wszystkie psy go kochały. Potrafił wytłumaczyć ćwiczenia tak, że każdy pies zrozumiał, o co chodzi, był dla nich dobry. Rusłanowi przypominało się, na przykład, jak był bardzo duży mróz i więźniowie nie chcieli rąbać drzewa. Panowie zaczęli ich oblewać wodą z węża, z którego woda szybko zamarzała.. Pierwszy rzucił się na węża Ingus, a za nim pozostałe psy. Był to przykład na to, że ludzie przekroczyli granicę okrucieństwa, a psy przeciwko temu się zbuntowały.
Najinteligentniejszym psem w obozie był Ingus. To on zapoczątkował powstanie. Miał poetycką duszę, nie wierzył służbie i gardził nią. Jako jedyny z psów potrafił odróżnić zło i dobro. Był ulubieńcem instruktora. Zginął u drzwi baraku jako podżegacz do psiego buntu. Jego śmierć wstrząsnęła instruktorem. Zaczął dziwinie się zachowywać, mylić imiona, nazywał inne psy Ingus. W końcu sam zaczął udawać swojego ulubieńca, chodził na czterech, siedział w boksie Ingusa i szczekał. Snuł wizję szczęśliwego życia bez ludzi na łonie natury. Rano instruktora związali i zakneblowali. Wtedy po raz ostatni psy widział instruktora, łzy płynęły mu po policzkach.
Wycieruch miał zamiar wrócić do swojej rodziny, ale za bardzo się bał powrotu. Nie był pewien, co go tam czeka, dlatego został ze Stiurą.
Przyszedł w końcu dzień, na który Rusłan tak bardzo czekał, wrócili więźniowie i znowu mógł służyć (tak naprawdę to ludzie, którzy mieli pracować w wybudowanym kombinacie papierowym w miejscu obozu). Na peronie nowo przybyli wysłuchali przemówienia a następnie ustawili się sami w kolumnę, co było niesamowitym szokiem dla Rusłana i zaczęli iść w kierunku byłego obozu.
Zleciały się i inne psy, nie zapomniał służby. Ustawiły się w doskonałym porządku i prowadziły ludzi. Mieszkańcy miasta patrzyli i czekali, co się wydarzy. Nowo przybyli nie wiedzieli, że krok w prawo, krok w lewo – konwój strzela bez ostrzeżenia, i zaczęli się rozpraszać. Wtedy Gilza jako pierwsza rzuciła się konwojowanemu do gardła, a za nią kolejne psy. Ludzie bili psy drągami. Rusłanowi złamali kręgosłup. W takim opłakanym stanie znalazł go Wycieruch. Podszedł do Rusłana, ale pies warczał. Postanowiono go dobić. Ostatecznie zepchnięto go do rowu za miastem. Aza wylizywała mu rany. W końcu odeszła straciwszy nadzieję, że się ocknie. On jednak się ocknął i poszedł w miejsce, które już wcześniej znał – między śmietnikiem i ubikacją. Ostatnie chwile Rusłan półprzytomny spędził z Trezorkiem. W końcu umarł. Wycieruch wiedział, że to nie on był winien - on nie był zły sam z siebie, to służba go zniszczyła.


Więcej recenzji na temat Wierny Rusłan
Oceń to streszczenie : 1 2 3 4 5


Dodaj komentarz Brak komentarzy

Komentarze i recenzje dotyczące streszczenia Wierny Rusłan

Czytaj darmowe streszczenia - Pisz i zarabiaj

Streść ludzką wiedzę w Shvoong. Dołącz do nas

------