Laura Jacobs „Kobiety w wielkim
mieście”, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa 2004
Są książki, które
bardzo delikatnie, nie nachalnie, przykuwają uwagę czytelnika w sposób niezwykle trwały. Książki omijane na półkach księgarń i bibliotek, mało zauważalne, odstawiane na bok, które nagle zdają się być dawno oczekiwanym prywatnym odkryciem. Książki jak drobny smakołyk, który powoli uwalnia na języku cała paletę smaków budzących kruche ekstatyczne doznania.
„Kobiety w wielkim
mieście” nie mają nic z nachalności i prostoty „Seksu w wielkim mieście”. Pozorne skojarzenie wydaje się tu całkiem nie na miejscu, choć właśnie miejsce to główne tu podobieństwo. Ta w sumie skromna objętościowo powieść otwiera przed nami drzwi do życia dwóch kobiet. Obie funkcjonują we własnej, urządzonej przez siebie przestrzeni Nowego Jorku. Niezależne wewnętrznie nie szukają oparcia w świecie, raczej się z nim zmierzają, każda w swój odmienny sposób. Poszukujące właściwej drogi ku swojemu przeznaczeniu. Spotykające na niej ludzi, z którymi poznają się lub rozstają, czasem okupując to bólem, ale zawsze przy tym pobierając naukę o sobie samych. Kobiety z
własnym bagażem przeszłości. Ze swoimi tęsknotami, nawykami, lękami. Krążące gdzieś obok siebie, posiadające wspólne znajome, zetkną się ze sobą tylko raz. Obie smakujące wtedy sukces, będący konsekwencją ich przekonania o tym, by iść za własnym głosem. Rezygnują z przetartych ścieżek wydeptując swój własny trop. Nie są przy tym żadnymi heroinami, superbohaterkami – potrafią cofać się w pół kroku, mają obawy, są niepewne. Iris i Lana. Lana i Iris.
Piękno tej powieści kryje się w umiejętności skupienia się autorki na szczególe. Drobne krótkie spostrzeżenia, opis chwili, spojrzenie kątem oka, zmieniające się światło, drganie emocji, dźwięk. Poszczególne elementy mozaiki są cenne same w sobie, a nie tylko jako składnik całości. Wszystko ma absolutnie codzienno-ludzki wymiar. I choć przedstawiany Nowy Jork przytłacza swoim sztucznym blichtrem, celebrity wmieszanym w uliczny pęd, tuż obok widzimy skromne uczuciowe azyle, twórcze ucieczki, wewnętrzne spotkania.