Pełny tytuł tej czarnej groteski, traktującej o okresie zimnej wojny brzmi: “Doktor Strangelove albo jak nauczyłem
się nie
bać i pokochałem bombę”. I o bombie właśnie traktuje niniejsza nowela. Oczywiście jest tu ona jedynie pretekstem do wyrażenia czegoś o wiele poważniejszego, śmiertelnie poważniejszego, jakim jest zagłada całego gatunku ludzkiego. Książka ma formę rękopisu odnalezionego na Ziemi przez niesprecyzowanych bliżej Obcych, kiedy po Ludzkości jako takiej pozostało już jedynie mgliste wspomnienie.
Opowieść rozpoczyna
się na pokładzie bombowca o wdzięcznej nazwie “Kolonia trędowatych”. Należy on do jednego z kilku skrzydeł bombowych lotnictwa strategicznego. Stanowiły one powietrzne pogotowie bojowe, mające na celu ustrzeżenie Stanów Zjednoczonych Ameryki przed niespodziewaną napaścią. A oznacza to, iż nieustannie w powietrzu utrzymywano około siedemdziesięciu samolotów. Ich załogi stanowili doskonale wyszkoleni młodzi mężczyźni, ale czasami oni również nie byli w stanie ustrzec się przed skutkami nieustającego napięcia.
Tego dnia “Kolonia trędowatych” wraz ze swym skrzydłem wystartowała z Bazy Lotniczej w Burpelson. Każdy z samolotów miał na swoim pokładzie po dwie bomby atomowe i różne trasy przelotu. Kilka godzin później “Kolonia trędowatych” zbliża się do punktu Bezpieczeństwa Atomowego. Każdy bombowiec, osiągnąwszy ów punkt, jest automatycznie zawracany do ojczyzny. Tymczasem dowódca Bazy Lotniczej w Burpelson nieoczekiwanie ogłasza wybuch wojny i rozkazuje odizolowanie bazy od świata. Co gorzej wydaje rozkaz, aby bombowce z jego skrzydła zaatakowały cele w Związku Radzieckim. Zanosi się na atomowy armageddon.
W Waszyngtonie wybucha panika. Prezydent i jego doradcy spotykają się w Centrum Dowodzenia w Pentagonie. Jednym z obecnych jest tajemniczy Doktor Strangelove, który pozornie wydaje się nie uczestniczyć w burzliwej dyskusji. Okazuje się, że w żaden sposób nie można skontaktować się z dowódcą Bazy w Burpelson, a specjalny szyfr odwołujący bombowce posiada jedynie on. Z wysyłanych co pewien czas komunikatów wynika, że najwyraźniej oszalał i prowadzi prywatną krucjatę przeciwko komunistom, którzy przez lata podstępnie zatruwali płynu ustrojowe nieświadomych niczego Amerykanów. Prezydent rozkazuje, aby żołnierze z najbliższej jednostki powietrzno-desantowej niezwłocznie zajęli Bazę w Burpelson i uzyskali dostęp do szyfrów. To okazuje się jednak trudne do wykonania bowiem dowodzący Bazą generał Ripper jest przekonany, iż są to przebrani Rosjanie i wysyła swoich ludzi do walki. Ci, jak na dobrych żołnierzy przystało, niewiele myśląc wykonują rozkaz.
Bombowce niezmordowanie suną w stronę wyznaczonych celów. Prezydent posyła po ambasadora Związku Radzieckiego. Chce połączyć się z Pierwszym Sekretarzem i wyjaśnić mu to nieporozumienie. Niestety, jest sobotnie popołudnie i Pierwszy Sekretarz jest nieosiągalny. Miejsce jego pobytu zna jedynie ambasador. W samym Pentagonie zaczynają podnosić się głosy, że być może jest to doskonała okazja aby zadając uderzenie jako pierwsi rozwiązać problem Związku Radzieckiego raz na zawsze. Przybyły na miejsce ambasador twierdzi jednak, że to nie rozwiąże sprawy, strona rosyjska bowiem skonstruowała bowiem tajną broń zwaną Machiną Zagłady, która jest w stanie zniszczyć całe życie na Ziemi. Została ona zaprogramowana tak, aby po eksplozji bomb przeciwnika uaktywnić się automatycznie. Wtedy nikt i nic już jej nie zatrzyma. Zapytany o wyrażenie swojej opinii Doktor Strangelove twierdzi, że istotnie, broń taka możliwa jest do skonstruowania. On sam prowadził zresztą nad nią badania.
Przerażony Prezydent łączy się wreszcie z Pierwszym Sekretarzem i po burzliwej wymianie zdań przekonuje go, aby zestrzelił wszystkie zbliżające się do jego kraju bombowce.
Tymczasem komandosi zdobywają Bazę w Burlington, ale generał Ripper ucieka. Rezydującemu na terenie Bazy angielskiemu oficerowi kontaktowemu udaje się odzyskać szyfry do kodów, które niezwłocznie przesłane zostają do Pentagonu,a stamtąd do wszystkich samolotów. Sytuacja wydaje się zażegnana. Na krótko jednak. Co prawda wszystkie bombowce zawracają, ale “Kolonia trędowatych” ma skutkiem potyczki z rosyjskim myśliwcem zniszczoną radiostację i nie może otrzymać rozkazu powrotu. Dowodzący nią kapitan Kong czyni wszystko aby jak najlepiej wykonać to, do czego go szkolono. Zbroi bomby i wleciwszy bezpośrednio nad terytorium wroga schodzi nisko nad ziemię, czyniąc się niewidzialnym dla radarów. Nie ma pojęcia, że w jego rękach spoczywają losy całego świata. Posuwa się nawet do tego, że gdy zawodzi mechanizm otwierania luku siada okrakiem na bombie i wali młotem w oporny zamek. Udaje mu się nawet lepiej, niż przypuszczał. Luk otwiera się a on razem z bombą wypada z samolotu i mknie w dół ku nuklearnej zagładzie.
Sprawa jest zatem przesądzona. Machina Zagłady zaprojektowana jest tak, że odpowie eksplozją choćby tylko po jednej bombie przeciwnika. Ludzkość ma bardzo niewiele czasu. Doktor Strangelove podaje pomysł, aby wybrani członkowie społeczeństwa ukryli się w najgłębszych chodnikach nieczynnych już kopalni przekształcając je w enklawy nowego świata. Pomysł spotyka się z entuzjastycznym przyjęciem i Prezydent wydaje niezbędne dyspozycje. Coś poszło jednak chyba nie tak, jak zaplanowano, bowiem o homo sapiens nikt już więcej nie słyszał...