Alicja, mieszkająca w duńskiej miejscowości Allerod chętnie zaprasza do siebie swoich znajomych. Układa nawet specjalny grafik
odwiedzin, tylko nikt go nie przestrzega, więc dom stale jest pełen gości. Kiedy przyjeżdża Joanna na miejscu są już: Zosia i jej syn Paweł, Leszek i jego córka Elżbieta oraz Edek. Na przyjęcie wydane z okazji oblewania nowej lampy przychodzą też Ewa ze swoim duńskim mężem – Royem i Anita z mężem Henrykiem. Joanna tłumaczy nazwę miejscowości na „wszystko
czerwone”, co wprawdzie nie ma sensu ale wszystkim – z wyjątkiem Alicji – bardzo się podoba. Po przyjęciu
okazuje się, że Edek, który wydawał się spać po wypiciu zbyt dużej dawki alkoholu, w rzeczywistości nie żyje. Został zamordowany przez kogoś z obecnych na przyjęciu. W przewidywaniu kłopotów językowych duńska policja do sprawy oddelegowuje pana Muldgaarda, który z racji dalekich przodków pochodzenia polskiego zna nieco język większości podejrzanych. Jego pierwsze słowa po polsku brzmią: „Azaliż były osoby mrowie a mrowie?” Czytanie samych jego wypowiedzi wywołuje paroksyzmy śmiechu a poza tym jest to Chmielewska w najlepszym wydaniu – z szybką akcją, świetnym humorem sytuacyjnym i ciętymi ripostami pełnymi humoru. Chociaż bohaterom książki wcale nie jest do śmiechu. Okazuje się, że Edek posiadał wiadomości o tym, że jedna z osób w otoczeniu Alicji nie życzy jej dobrze? Tylko która? Pewne wskazówki znajdują się w liście przysłanym przed Edka wcześniej a przez Alicję zgubionym przed przeczytaniem. Wszyscy szukają listu a tymczasem kolejne osoby stają się ofiarami mordercy. Elżbieta przyprowadza znajomego, który zostaje otruty winogronami. Cudem nie ginie na miejscu tylko w ciężkim stanie trafia do szpitala. Kolejna ofiara to ciotka zmarłego męża Alicji. Morderca zadaje jej cios ciężkim przedmiotem ale i ona przeżywa zamach. Przyjeżdżają kolejni goście, którzy sami się wprosili: nie lubiani przez nikogo Władzio i Marianne. Oboje trafiają do szpitala – także otruci i także w stanie ciężkim. Powoli staje się jasne, że wszystkie te ofiary są przypadkowe – zamachy wymierzone były w Alicję, bo prawdopodobnie posiada ona informacje, mogące zaszkodzić mordercy. Ciężkie obrażenia odnosi sprzątaczka Alicji, ranni zostają: Agnieszka, będąca w Allerod przejazdem i kuzyn Alicji. „Wszystko czerwone” zaczyna kojarzyć się z krwawymi ranami kolejnych ofiar. Krąg podejrzanych zawęża się do Ewy i Anity. Poszukiwania listu w końcu uwieńczone zostają sukcesem ale okazuje się, że są tam jedynie mgliste wskazówki. Wyjaśnienia kryje się w zdjęciach od lat leżących u dobroczyńców Alicji, w mieszkaniu przy placu Św. Anny i oczywiście w jej „dziurawej” pamięci. Wieloletnia przyjaciółka Alicji - Anita związała się ze szpiegiem a Alicja przypadkiem przed kilku laty zrobiła im zdjęcie. Poza tym na trop tej znajomości wpadł Edek i dlatego musiał zginąć.