• Zarejestruj się
  • ‎Co to jest Shvoong?‎
  • Zaloguj się
    Zaloguj się
    Zapamiętaj moją nazwę użytkownika Nie pamiętasz hasła?

Streszczenia i krótkie recenzje

.

.

Ostatni bastion Barta Dawesa

autor : Chrabja     

Autor : Stephen King
Powered by Profi-Lingua
prywatna wojna
Co ma zrobić człowiek, któremu wskutek budowy autostrady zabierają miejsce pracy – pralnię i dom? Który
nie potrafi się rozstać ze wspomnieniami, które ten dom rodzi, których ten dom jest pełen? Który nie godzi się na proponowaną – a jakże! – lokalizację pralni, nie robi nic, żeby załatwić formalności, w rezultacie czego właściciel sieci wylewa go na bruk?
Co ma zrobić taki człowiek? Którego na dodatek opuszcza żona, dowiedziawszy się, że zawalił sprawę nowej lokalizacji pralni?
Wytacza prywatną wojnę tym, których uważa za najbardziej odpowiedzialnych to wszystko, co go dotknęło – budowniczym drogi. W ramach przygotowań do wojny wchodzi w układy z lokalnym gangsterem, które jednak w sumie niewiele mu dają, kupuje strzelbę, z którą z powodzeniem mógłby iść na czołgi, w końcu – już po pierwszej, spektakularnej „potyczce” – zdobywa i dynamit. Czym skończy się taka prywatna wojna?
King, bo on właśnie (sic!) taką intrygę wymyślił nie pozostawia swojemu bohaterowi zbyt wielkiego marginesu wolności, Bart Dawes nieuchronnie zmierza ku ostatecznej rozprawie, w którą angażują się spore policyjne siły i... dziennikarze. Mistrz popularnego horroru do konstrukcji tej powieści używa wypróbowanych w powieściach grozy chwytów – leniwy opis przerywa nagłymi, gwałtownymi wydarzeniami, które są niejako kolejnymi kamieniami milowymi na drodze do finalnej rozgrywki i transmisji telewizyjnej. Kto zna horrory Kinga, może sobie mniej więcej wyobrazić, z czym się spotka, jak będzie toczyła się akcja. Nie jest w zasadzie zaskakiwany kolejnymi wydarzeniami, niejako z góry wie, w jakim kierunku potoczy się akcja.
Choć powieść napisana jest zręcznie, a King wnika w psychikę Barta, przekazuje jego myśli i uczucia, jego bohater, opętany jedyną ideą – walką z autostradą, jest dość jednostronny i nawet wysłanie go do łóżka z przygodnie spotkaną autostopowiczką nie dodaje mu wymiaru. Nie dodaje mu też wymiaru zapijanie się do utraty przytomności czy sięgnięcie po narkotyki. Nie dodaje mu nawet wymiaru poczucie się w pewien sposób odpowiedzialnym za swoją przygodną łóżkową partnerkę. Bart w sumie nie budzi ni współczucia, ni sympatii – odbiera się go raczej jako opętanego jednym nierealnym celem nieudacznika. Jego zachowania są denerwujące, a on sam budzi raczej irytację niż litość.
Motyw prywatnej wojny też nie jest niczym nowym, pojawiał się przecież nie raz czy to w filmie, czy to w literaturze. Powieść Kinga wydaje się więc być ze wszech miar chybiona. Niemniej przemawia za nią charakterystyczny dla Kinga sposób budowania napięcia, zaskakiwania niecodziennym zachowaniem zwykłych ludzi – wszak Bart jest z pozoru normalnym, przeciętnym, szarym mieszkańcem małego amerykańskiego miasteczka, które jakimś splotem niesprzyjających okoliczności stanęło na drodze budowanej autostrady. Autostrada jest więc tu czynnikiem „z zewnątrz”, wywołującym wszystkie późniejsze wydarzenia, wywołującym tak głęboką przemianę w Barcie. Jest ona – ta przemiana – w pewien sposób uzasadniona, tak przynajmniej sugeruje King, jednak jeśli patrzy się na sytuację Barta i na to wszystko, co on robi z perspektywy czytelnika, to... jednak jego zachowania wydają się trochę sztuczne – o ile oczywiście nie przyjąć, że powoli traci zmysły.
W sumie otrzymujemy powieść do poczytania i... nawet nie odstawienia na półkę. Najlepiej do pożyczenia ludziom, którzy zwykli nie oddawać książek. Kingofile mogą się może oburzać, ale „Ostatni bastion” nie jest powieścią, która zachwyca, czy rzuca na kolana – ot, jeszcze jedna popularna sensacyjna powieść jakich wiele. Nic specjalnego. Nic jej nie ratuje – nawet to, że w istocie puszczenie autostrady przez miasteczko nie miało nic wspólnego z żadnymi praktycznymi względami – trzeba było wybudować roczny limit kilometrów i ktoś potrzebował na tym zarobić. Fakt, że prywatna wojna Barta była absurdalna jeszcze bardziej podkreśla jego nieudacznictwo. Ratuje „Ostatni bastion” jedynie język Kinga i jemu właściwy sposób prowadzenia akcji. W sumie: można poczytać.
Opublikowano dnia: maja 02, 2006
Oceń to streszczenie : 1 2 3 4 5

Bookmark & share this post

.