13 maja 1933 roku. W salonce pociągu z Berlina do Wrocławia dokonano rytualnej zbrodni na baronównie Marietcie von der Malten.
Ofiarę najpierw zgwałcono a następnie rozcięto brzuch, do którego wpuszczono trzy skorpiony.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi radca kryminalny Eberhard Mock. Zadanie jest trudne. Marietta była córką jego kolegi ze studiów, barona Oliviera von der Maltena, który umożliwił Mockowi błyskawiczną karierę we wrocławskiej policji. Obaj byli członkami loży masońskiej.
Teraz, kiedy w mieście władzę stopniowo przejmują naziści Mock wolałby zapomnieć o tym fakcie, tym bardziej, że niebawem miał zostać Dyrektorem Wydziału Kryminalnego. Ostatecznie za sprawcę, dość szybko zostaje uznany żydowski sklepikarz handlujący zwierzętami. Faszystowska propaganda wykorzystuje sytuację w sobie tylko znany sposób, a Mock obejmuje stanowisko Dyrektora. Sprawa, jak wiele, trafiła do akt.
Jednak nie dla barona von der Maltena, który sprowadza z Berlina asystenta policyjnego Herberta Anwaldta, aby ten dalej prowadził śledztwo. Szantażem, wypominając przynależność do loży, zmusza Mocka, aby ten zatrudnił Anwaldta w swoim wydziale i udzielił mu wszelkiej niezbędnej pomocy.
Anwaldt stopniowo gromadzi coraz więcej informacji o sprawie. Kluczem do rozwiązania zagadki były napisy wykonane krwią przez zabójcę w salonce pociągu. To one naprowadziły policjantów na tajemniczą sektę jezydów. Zgodnie z odnalezionymi w tym samym czasie inskrypcjami, które przetłumaczył dr Leo Hartner z wrocławskiego uniwersytetu, w 1203 roku podczas czwartej krucjaty, dowódca krzyżowców Gotfryd von der Malten dokonał identycznej zbrodni na córce i synu przywódcy sekty, która poprzysięgła zemstę. Po siedmiu wiekach, w taki sam sposób miały zginąć dzieci, córka i syn potomka von der Maltena. Ostatnim żyjącym był Olivier, który jak się później okazało miał nie tylko jedyną córkę, ale także nieślubnego syna. Kontaktu jednak z nim nie utrzymywał.
Wkrótce policjanci odkrywają, kto był prawdziwym zabójcą Marietty. Był nim Turek Kemal Erkin, przebywający na stażu w gestapo jezyda. Od tego momentu wydarzenia nabrały szalonego tempa. Poszukiwania nieślubnego syna barona skończyły się szokującym odkryciem. Synem okazał się być Herbert Anwaldt. Mock, który tak naprawdę cały czas kontrolował śledztwo wmówił Anwaldtowi, że jedynym dla niego ratunkiem, jest pozbycie się von der Maltena, gdyż wówczas zemsta przestanie mieć jakikolwiek sens. Tak też się dzieje. Anwaldt morduje swego ojca i trafia na 2 lata do więzienia. Opinia publiczna jest jednak po jego stronie, zabił przecież “żydo-masońskiego” liberała.
Mock pozbył się tym samym ostatniego świadka swojej masońskiej przeszłości. Wkrótce też zginął Turek Erkin i inni świadkowie tej mrocznej historii. Mock odszedłz policji i podjął służbę w Abwerze, dzięki czemu mógł skutecznie chronić Anwaldta, którego po wyjściu z więzienia zamknięto w szpitalu psychiatrycznym.
W 1945 roku w czasie bombardowania Wrocławia, Mock zostaje uznany za zaginionego. Jednak przeżył by wstąpić do Stasi i dalej chronić Anwaldta, który jest pensjonariuszem kolejnego szpitala psychiatrycznego, tym razem w Dreźnie. W 1950 roku ponownie ratuje mu życie przed zemstą jezydów. Tym razem mordercą miał być Uzbek, oficer sowieckiej armii. Niedoszły zabójca zginął ukąszony przez skorpiony. Ostatecznie, dzięki kontaktom z CIA obaj przedostają się do USA, gdzie kończy się ta pasjonująca powieść.