Główny bohater i narrator sierżant Sonchai Jitpleecheep to typowy Taj, mimo że jest półkrwi Amerykaninem, wyznający buddyzm,
wierzący w reinkarnację, uprawiający medytację. Jest jednak nietypowym policjantem, bo nie bierze łapówek, jak wszyscy skorumpowani pracownicy Królewskiej Policji Tajskiej. Jego kariera zawodowa też jest nieszablonowa. Wywodzi się on z nizin społecznych, to syn prostytutki, dziecko ulicy, członek gangu narkomanów. W młodości był sądzony za współudział w morderstwie, winę odpokutował w klasztorze.
Jego partner policyjny i przyjaciel Piczai ginie na jego oczach podczas akcji śledzenia Bradleya, czarnoskórego żołnierza amerykańskiego.Obaj stali się ofiarą jadowitych węży nafaszerowanych narkotykiem dla pobudzenia ich agresji. Sonchai poprzysiągł, że odnajdzie i zabije tego, kto uśmiercił jego przyjaciela. W trakcie dochodzenia okazuje się, że w zbrodnię jest zamieszany Amerykanin Sylwester Warren, handlarz nefrytem i dziełami sztuki, człowiek bardzo bogaty i ustosunkowany, przyjmowany nawet w Białym Domu w Waszyngtonie. FBI chcąc zatuszować jego powiązania ze śmiercią Bradleya wysyła swą agentkę Kimberley Jones, by pomagała w śledztwie tajskiemu detektywowi, a właściwie kontrolowała jego poczynania.
Ma się wrażenie, że śledztwo jest prowadzone mimochodem, a sprawa zabójstwa jest w tej książce drugorzędnym tematem. Rozwiązanie zagadki oryginalnej zbrodni w stylu orientalnym, opartej na zemście i ujawnienie mordercy, też wydaje się być dla autora mało istotne. Chodzi mu raczej o zasygnalizowanie tego dziwnego problemu, który doprowadził do tak wyszukanej zbrodni. Więcej miejsca poświęca on ukazaniu tajskiej rzeczywistości z jej absurdami, paradoksami, skandalami, ze specyficznymi zjawiskami społecznymi. Dotyczy to głównie problemu wszechobecnej prostytucji i policji skorumpowanej do granic możliwości.
Z dużym znawstwem i barwnie oddany jest tu klimat współczesnego Bangkoku, w którym wszystko kręci się wokół seksu będącego filarem gospodarki Tajlandii.
Można śmiało powiedzieć, że głównym bohaterem książki jest egzotyczna stolica tego kraju ze swymi problemami, zwyczajami, z dzielnicami czerwonych latarni, seksbiznesem, luksusowymi hotelami, sklepami pełnymi skarbów azjatyckiej sztuki.
Ale to również Bangkok z budami z dykty dla bezdomnych żebrzących na ulicach, z narkomanami zarażonymi AIDS, transseksualistami, nieletnimi prostytutkami obu płci, sprzedającymi cudzoziemcom swe ciało.
Bangkok jest też głównym ośrodkiem chirurgii zmiany płci.
W tej pełni kontrastów scenerii miasta o różnych obliczach jest także miejsce dla buddyjskich mnichów z ich mądrością często cytowaną na kartach książki.
Do opisanej tu egzotyki Trzeciego Świata trzeba zaliczyć potrawy kuchni tajskiej i boks w wydaniu tajskim.
Na każdym kroku podkreślana jest przepaść między kulturą i mentalnością Tajów, a ludzi z Zachodu czyli farangów. Są to dwa różne światy rządzące się innymi regułami. Burdett przez kilka lat przebywał na Dalekim Wschodzie, miał możność poznania filozofii życia i obyczajów jego mieszkańców. Mimo ze sam jest Anglikiem, uznaje wyższość ich kultury nad kulturą Zachodu.
Autor jest świetnym obserwatorem, psychologiem i znawcą zagadnień w tym regionie, dlatego to o czym pisze jest ciekawe i wiarygodne. W sposób inteligentny, z domieszką ironii i humoru podchodzi do poważnych kwestii, ukazując rzeczywistość szokującą Europejczyka. Zawarte w książce wywody filozoficzne zaczerpnięte z buddyzmu są przekonywujące.
Godna polecenia lektura.