Wielu ludzi mówiło mi o tym ,że słyszeli jak lekarze czy inne obecne osoby stwierdziły ich śmierć.Pwna kobieta tak mi powiedziała.
Byłam w szpitalu,ale nie wiedzieli ,co mi dolega .opiekujący
się mną posłał mnie na dół do rentgena na cholangiografię, żeby się dowiedzieć, co mi jest. Najpierw zrobili mi zastrzyk w rękę z tego lekarstwa, jakie mi miano podać, bo byłam uczulona na wiele środków. Ponieważ nie było reakcji... dali mi je, a wtedy straciłam przytomność. Słyszałam jednak wyraźnie, jak rentgenolog, który się mną zajmował, podszedł do telefonu, nakręcił numer i powiedział; Doktorze James, zabiłem pańską pacjentkę panią Martin . Jednak wiedziałam, że nie jestem martwa. Próbowałam się poruszyć, jakoś dać im znać, że tak nie jest, ale nie mogłam. Kiedy starali się mnie reanimować, słyszałam, jak mówią, ile centymetrów sześciennych czegoś tam trzeba mi podać, ale nie czułam ukłucia igły. Nic nie czułam, kiedy mnie dotykali.
A oto relacja osoby cierpiącej już wcześniej na serce; dostała ona ataku, w czasie którego omal nie umarła:
Nagle poczułam okropny ból w piersi,jak by ktoś szybko coraz mocniej ściskał mi żelazną obręczą klatkę piersiową. Mój mąż i przyjaciółka usłyszeli, że upadłam, i przybiegli, by mi pomóc.Znalazłam się w głębokiej ciemności i poprzez nią słyszałam, że mój mąż, jakby z wielkiej odległości, powiedział: „Stało się, tym razem stało się. A ja pomyślałam: Tak, stało się.
Młody człowiek, uznany za martwego w wypadku samochodowym, opowiada:
Usłyszałem, jak jakaś kobieta spytała: Czy on nie żyje?, a ktoś inny odrzekł: „Tak, on nie żyje".Relacje tego typu są zgodne całkowicie z tym, co pamiętają lekarze i inne osoby obecne przy wypadku. Na przykładpewien lekarz powiedział mi:
U jednej z moich pacjentek zatrzymała się akcja serca tuż przed operacją, jaką miałem jej zrobić z kolegą chirurgiem. Stałem przy niej i zobaczyłem, że źrenice jej rozszerzają się. Przez pewien czas próbowaliśmy ją reanimować, lecz bezskutecznie, więc byłem pewien, że nie żyje. Memu koledze, który mi w tym pomagał powiedziałem: „Spróbujmy jeszcze przez pewien czas, a potem damy spokój". Tym razem serce zaczęło bić i chora odzyskała przytomność. Później spytałem ją, jakie ma wspomnienia ze swojej „śmierci". Odparła, że niewiele pamięta, tylko te moje słowa: „Spróbujmy jeszcze przez pewien czas, a potem damy spokój".