Prawda zawsze wychodzi na jaw
W miłości, biznesie i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone. Liczy się tylko wygrana, własna korzyść. Takie przekonania panują nie tylko wśród pospolitych przestępców, ale i znanych, szanowanych ludzi, tzw. filarów społeczeństwa. Boleśnie się ma o tym przekonać szesnastolatka, Geneva Settle, bohaterka książki “Dwunasta karta”.
Autor Jeffery Deaver stosuje genialne zabiegi dzięki którym nie jesteśmy pewni nawet swojego imienia. Nagłe zwroty akcji, czający się podstępnie morderca i genialna ekipa śledcza utrzymująca czytelnika w ciągłym napięciu.
Genevę, utalentowaną uczennicę, spotykamy w bibliotece podczas opracowywania referatu o przeszłości swojej rodziny. Badania opiera na listach zostawionych przez przodka z których wynika, że został on oskarżony o kradzież ogromnej sumy pieniędzy. Dziewczyna nie wierzy w jego winę i to właśnie próbuje udowodnić w swojej pracy.
W mroku biblioteki na Genevę czyha jednak morderca i tylko niezwykły refleks i przytomność umysłu pomagają jej umknąć mężczyźnie.
Sprawa, jako, że na miejscu znaleziono “zestaw gwałciciela” i kartę tarota, zostaje sklasyfikowana jako rytualne przestępstwo. Rozwiązaniem zagadki zajmuje się ekipa zawodowców z kryminologiem Rhyme i jego partnerka Sachs na czele.
Tropy prowadzą w różnych kierunkach, dowody nie pasują do siebie i tak naprawdę nikt nie wie, jaki był prawdziwy motyw ataku na dziewczynkę. Dodatkowo okazuje się, że rezolutna panienka jest całkiem dobra aktorką i kłamczuchą. Mieszka w Harlemie, utrzymuje się samodzielnie pracując w restauracji, a na dodatek jej opiekun okazuje się być wynajętym stróżem budynku.
Mimo ochrony policji zabójca podąża za Genevą krok w krok aranżując rozmaite pułapki, podkładając bomby i atakując niewinnych przechodniów by odwrócić uwagę podczas swoich ucieczek. Nie ma jednak ludzi nieomylnych. Z nikłych dowodów policja sporządza portret psychologiczny przestępcy, zaś jego cechą charakterystyczną okazuje się być gwizdanie.
I tak “po nitce do kłębka” stróże prawa trafiają na trop byłego strażnika więziennego, degenerata, który pracując przy egzekucjach zatracił różnicę pomiędzy dobrem a złem. Jednak (nawiązując do nagłych zwrotów akcji) to jeszcze nie koniec koszmaru.
Wynajęty morderca miał również wspólniczkę, podająca się za psychologa w szkole Genevy. Jednak kiedy kolejna próba morderstwa nie dochodzi do skutku, do akcji wkracza sam zleceniodawca. Starając się przechytrzyć wymiar sprawiedliwości sam wpada w pułapkę zastawioną przez policję.
Winnym okazuje się być jeden z najbogatszych ludzi w mieście, spadkobierca założyciela banku i właściciel pokaźnego konta. Cóż zatem mogła zrobić 16-latka by wydał na nią wyrok skazujący?
Potwierdza się teoria, ze najlepsze jest zawsze najprostsze rozwiązanie. Otóż przodek Geneve rzeczywiście nie dokonał kradzieży, zaś spreparowane dowody posłużyły do zatajenia prawdziwego przestępcy. Złodzieja, który kilka lat później założy bank...
Książka, pomimo okrucieństwa w niej zawartego, ma swój happy end. Otóż Geneve spotyka się po latach z ojcem, a zarząd banku, z wiadomych powodów, zabezpieczy ich finansowo.
Opublikowano dnia:
lipca 06, 2007
Więcej recenzji na temat Dwunasta karta