Horacy Sarin, urodził się małym galicyjskim miasteczku,
gdzie kozy pasły się na placu targowym i świeciły trzy naftowe latarnie w bezksiężycowe
noce… Chodził do czteroklasowej szkoły
im. barona Hirsza i systematycznie odwiedzał bóżnicę, gdzie uderzając się
dziecinną piąstka w piersi musiał powtarzać za dorosłymi…”Rabowaliśmy ,
cudzołożyliśmy, wypowiadaliśmy plugawe wyrazy..”Różne święta żydowskie, postacie Żydów bogatych i biednych.
Dorożkarz, bankier, nosiwoda, nafciarz, żebrak ,kaznodzieja, rabin. Osoby
różnego autoramentu zapełniające małe miasteczka żydowskie pełne życia, to żywe
źródło szmoncesów. Barwne i oryginalne anegdoty. Historyjki z życia , które
przeniesione na papier nic nie tracą ze swojej zabawności… Ten zbiór oddaje
nastrój lat przedwojennych i wspaniałego, czasami wręcz filozoficznego,
żydowskiego humoru. Autor obracał się w tym świecie od dziecka i chłonął go
wszystkimi zmysłami…Polecam gorąco przewrotny
humor tego świata który przeminął, ale nie w naszej pamięci….
Więcej recenzji na temat Przy szabasowych świecach