"Komórka", jak zauważyłam, jest genialnym przykładem na to jakie powinny być powieści Stephena Kinga. Porzucił pisanie ostrych
horrorów i wybrał bardziej wyrafinowaną formę przekazu. Ludzka psychika wydaje
się fascynować autora bardziej niż "coś" co może dopaść cię w środku nocy. Jakkolwiek owo "coś" uczyniło go sławnym. Nie chciałam czytać o powieści o dobrotliwym, starym , psychicznie odmiennym człowieku, który jest uderzająco podobny do Anthonego Hopkinsa. Nie chciałam także kupować sześciu odrębnych książek, aby dowiedzieć się co wydarzy się potem. "Komórka" prezentuje jak zmienia się ludzka psychika w ekstremalnej, brutalnej sytuacji. Sygnał nazwany "Impulsem" zostaje wysłany przez każdy
telefon komórkowy na Ziemi, powodując u ludzi napad wściekłości, po którym stają się bezmyślnymi psychopatami. Historię opowiada Clay Riddell, artysta komik i bohater opowieści. Na opuszczonych autostradach spotyka wrogów i przyjaciół, zdążając do domu, do syna i żony, z którą jest w separacji. Książka oddaje hołd filmom George'a Romero w kilku momentach, ale nigdy nie nazwałabym jej plagiatem. "Komórka" powoduje, że masz ochotę wyrwać bohaterów z tej przerażającej opowieści, przytulić ich i powiedzieć, że będzie lepiej. Po tej lekturze napewno zastanowisz się dwa razy zanim odbierzesz swój telefon komórkowy, gdy zadzwoni.