Nie wiem, czy ktoś z nieprzymuszonej woli sięgnie po tę księgę, a właściwie niedużą żółtą książeczkę, której mam tylko tom drugi, ale i to wystarczy. Czyta się świetnie nawet przy braku pojęcia o dogmatach i praktykach religijnych, i pod warunkiem, że się nad tą pokutą zdumieje, a nie zrozumie
ją według pokutujących stereotypów.
Opisane są tu postacie pewnych świętych, w tym dwu kobiet, Małgorzaty z Kortony żyjącej w czasach Tomasza z Akwinu i Simone Weil, pokutnicy XX wieku.
Jedna uważana za niezwykle piękną, co przywiodło ją do grzechu tamtych czasów; druga podobno brzydka, ale na zdjęciu wcale się taka nie wydaje.
W miarę czytania pokutnictwo zaczyna się okazywać płomiennym, żarliwym poszukiwaniem „rzeczywistości i prawdy”.
Małgorzata z Kortony zbrukała duszę nieprawym związkiem z mężczyzną, a gdy poczuła swoją hańbę i znikomość,
poszła w świat, czasem wdrapując się na dachy chat i krzycząc z rozpaczy lub błagając Boga o wejrzenie na nią. Wyrzekła się swego nieprawego dziecka, co dziś przejmuje grozą, ale
wtedy w przypadku grzechu tak właśnie robić należało. Aż wreszcie nadszedł dzień, gdy pokuta przemieniła się w ekstazę i Chrystus widziany oczyma duszy nazwał Małgorzatę „płomieniem
dla oziębłych” i swoją córką, i nie było więcej bólu ani łez. Małgorzata w wielkiej radości zbudowała szpital, została pustelnicą, a na
jej grobie zdarzały się cuda.
Simone Weil sama uznała się za wykorzenioną ze swojej bogatej rodziny, poszła pracować jako frezerka do fabryki, żyła nędznie w wioskach portugalskich. Walczyła w Hiszpanii przeciw faszyzmowi tak niezdarnie, że odesłano ją z powrotem. Miała sił tyle co nic, chociaż mądrości dużo. W Asyżu spotkało ją coś rzucającego na kolana i wtedy odkryła modlitwę, żywą więź z Bogiem, ekstatyczne, radosne uniesienia w nędzy i chorobie. Mówi, że Chrystus ją objął. Nie do wiary, ale podczas czytania udziela się ten żar. Dusza ma stać się tym, co nie
Mówi „ja”. Simone pisała swoje nieustanne dzieła gwałtownym piórem i myślą, chodziło jej o „nowy styl świętości”, o uświęcenie tego, co świeckie, i mam wrażenie, że to było dla nas.
Więcej recenzji na temat Księga pokutników