Jak już napisano na okładce, są to wspomnienia dziecka wywiezionego w 1940 roku do Kazachstanu. Dziecka, które w wieku
zaledwie 11 czy 12 lat nie martwiło się o swoje zabawki. Dziecka, które nie mogło bawić się beztrosko z rówieśnikami. Dziecka, które momentami było odpowiedzialne za chorą matkę. To dziecko walczyło z myślami o dręczącym je głodzie. Dziecko te przetrwało zesłanie i wracając do ukochanej ojczyzny- odczuło gorzki zawód. Nikt tam na nią nie czekał...
Autorka w swoich wspomnieniach opisuje trudną i długą drogę, jaką było zesłanie. Poznajemy ją tutaj jako zaledwie ośmioletnią dziewczynkę. Dziecko zostaje zaskoczone wtargnięciem do ich domu wojskowych, którzy rozkazują im się spakować i po prostu iść za nimi. Razem z rodziną zostaje ona zabrana w drogę, której finału nie zna. Pewnego dnia budzą się rano, będąc już w Rosji. Wtedy dociera do nich, że pożegnali swój kraj - być może na zawsze. Pierwszym ich przystankiem był Aktiubińsk. Trafili tam około połowy maja, bo "na stepie kwitły tulipany". W końcu zostali przewiezieni do kołchozu o nazwie Kirow. Miejscowi Kazachowie zostali wcześniej uprzedzeni, że do ich osady zostaną przewiezieni Polacy, którym nie mogą oni ani pomagać ani w jakikolwiek sposób z nimi kontaktować. Mieszkająca tam ludność z czasem zaczęła ich jednak odwiedzać. Dziewczynka obserwowała wtedy, jak jej matka oddaje im coraz cenniejsze przedmioty w zamian za żywność. Po pewnym czasie zaczął im doskwierać głód, chłód i dotkliwa bieda. Bywały też lepsze dni, ale należały do znacznej mniejszości. Kolejnym miejscem ich pobytu stał się Akaj, a następnie Mikołajów i Telman. Przez cały okres ich tułaczki, musieli oni godzić się z wieloma, często drastycznymi zmianami. Rozstania, powroty, śmierć- były to realia, z którymi musieli obcować na co dzień. Zakończeniem ich zesłania stał się długo wyczekiwany, ze łzami wymodlony powrót do ojczyzny. Tyle, że tam nikt na nich nie czekał... Przybycie ludzi z zesłania dla miejscowej, polskiej ludności było inwazją kolejnych głów do wykarmienia i konkurencją w pogoni za przeżyciem.
Warto by zadać pytanie 'dlaczego?', ale kto nam może na to odpowiedzieć...