W Polsce wieku XVII-tego, XVIII-tego istniały wyraźnie wyodrębnione stany społeczne -
szlachta,
mieszczanie i chłopi. Liczne
rzesze ludzi nie zaliczały sie jednak do żadnego z tych stanów. Ludzie ci zwani byli z łaciny vagantes, vagabundae, licenciosi bądź po polsku - luźnymi, wagabundami, wałęsami czy też hultajami.
Książka ta przedstawia w głównej mierze życie ludzi gościńca a więc ludzi "luźnych" na drogach, bezdrożach i w karczmach dawnej Polski.
Niezbyt zachęcający, dla podróżujących, obraz przedstawiały ówczesne karczmy i zajazdy co opisał m.in. jeden z podróżujących po Polsce cudzoziemców:"...podróżny nie ma co marzyć o gościnnym pokoju...(...) nie może nawet liczyć, że zaspokoi głód (...)mielismy tez szczęście, że udało nam się wrócić bez robactwa..."
Konsumowano zazwyczaj to co wieziono jako prowiant(suchy!) z sobą popijając najczęściej piwem pośledniej jeśli nie podłej jakości. Konsumpcja wódki była praktycznie - szczególnie na ziemiach na zachód od Wisły - znikoma aż do początków XIX-tego wieku. W karczmach dbających o klientów z wyższych stanów podawano również obok piwa dla chłopów piwa lepszych marek tzw. dubeltowe. Liczba lokali gastronomicznych była dość wysoka (niektóre z nich czynne były tylko w dni targowe bądź w czasie odpustów). W liczącym pod koniec XVIII wieku 4000 mieszkańców Białymstoku znajdowało się około 50 lokali gastronomicznych a w 120-to tysięcznej Warszawie tamtych czasów tych lokali było prawie 1800. Mazowsze już wtedy slynęło ze swego piwa wereckiego a Wielkopolska z piwa warzonego w Lesznie.
Barwność dawnego gościńca stanowili wędrowni kramarze, świniarze, misiarze, flisacy, zbójcy, kuglarze, obcokrajowcy, cyganie czy wreszcie "kobiety powłóczne" czyli po prostu wędrowne prostytutki. Autor w bardzo ciekawy i zajmujący sposób przedstawia nam obraz ówczesnej Polski i jej tętniących życiem goscińców.