JAK LEONIDAS ZAMKNĄŁ OGNIEM WROTA DO EUROPY Steven Pressfield jest
autorem kilku powieści historycznych, których akcja rozgrywa się w starożytnej Helladzie. To drugi, obok V. M. Manfrediego pisarz, specjalizujący się w starożytnej Grecji i okresie tzw. Wojen Perskich.
„Ogniste Wrota" przedstawiają jeden z epizodów II Wojny Perskiej. Jeden – za to kluczowy.
Na wyżej wymienioną pozycję składa się 413 stron wysokogatunkowej prozy, obfitującej w plastyczne opisy malowane kunsztownym warsztatem pisarskim autora, zwroty akcji, pełne napięcia zdarzenia. W warstwie narracji Pressfield zastosował oryginalny zabieg, prowadząc ją z dwóch pozycji. Pierwsza to wyciąg z zapisków nadwornego skryby
perskiego króla królów
Kserksesa - Gobartesa, druga - słowa głównego bohatera powieści, Greka
Kseonesa. Są one wypowiadane w ramach przesłuchania przez samego króla królów, pragnącego pogłebić swą wiedzę o niesamowitym, walecznym narodzie Lacedemończyków.
Historia zaczyna się w czasach dzieciństwa Kseonesa, kiedy to został sierotą w wyniku zdradzieckiego napadu
wojowników z miasta-państwa
Argos, na jego rodzinne
Astakos. Podjął wówczas decyzję by udać się do
Sparty, gdyż imponowała mu opinia o niezwyciężonym państwie wojowników; wiedział również że
Lacedemończycy są od lat śmiertelnymi wrogami
Argiwczyków (dzieliła ich rywalizacja o panowanie nad Peloponezem). Po obfitującej w niebezpieczne przygody tułaczce (rzeczywistość Hellady to nie żłobek) dotarł do celu, gdzie najął się do służby u znamienitego wojownika,
enomotarchy (dowódca
enomotii - plutonu)
Dienekesa. To właśnie jemu przypisywana jest zgrabna maksyma, którą ukuł na wieść o tak wielkiej liczbie perskich łuczników, że ich strzały przyćmią słońce:
„Tym lepiej... walka odbędzie się w cieniu, nie słońcu" . I to Dienekes jest najważniejszą postacią opowieści.
Trzeba pamiętać, że w owych czasach w Sparcie panowały ostro zarysowane podziały społeczne. Do najwyższej kasty wojowników, posiadających pełnię praw politycznych, nazywających siebie
homoioi (jednakowi) mogli należeć tylko rodowici (czystej krwi) Spartanie. Wszyscy pozostali zaliczali się bądź do niewolników, jak
Heloci, bądź
perjojków – wolnych, ale nieupodmiotowionych politycznie. Siłą rzeczy zatem, Kseones mógł liczyć na posadę, co najwyżej giermka Spartiaty.
I tak się stało. Został giermkiem walecznego Dienekesa. Do jego obowiązków należało, między innymi, dbanie o stan oręża swego pana, tak by zawsze było gotowe do walki, takoż noszenie wyposażenia za nim na wyprawy wojenne. W powieści natykamy się na niezwykle bogaty, spójny i detaliczny opis realiów życia w Grecji
epoki klasycznej. Każdy miłośnik militarystyki, zwłaszcza spod znaku tarczy i miecza, pojmie wnet, że znalazł się w raju. Oprócz scen batalistycznych obcować będzie z opisem treningu wojskowego
hoplitów, życia koszarowego, ich rywalizacji, mentalności itd.
Najważniejszym wydarzeniem książki jest oczywiście bitwa w wąwozie
Termopile - jedna z najdonioślejszych w dziejach świata. Przeszło stutysięczna armia najpotężniejszego perskiego imperium została tam zaskoczona oporem greckiego hoplity. Wtedy Persowie nie zdawali sobie jeszcze sprawy, mimo nauczki spod
Maratonu, że grecka
falanga nie ma siły równej sobie w ówczesnym świecie. Zresztą, gdyby nawet – cóż znaczy najlepsza nawet falanga wobec przewagi liczebnej - jak mówi stare porzekadło: „Gdzie luda kupa i Herkules dupa". W każdym razie, gargantuiczna armia perskiego despoty nie spodziewała się, że mimo miarowego kroku przez greckie ziemie, wypijając przy okazji „do sucha całe rzeki", czeka ją nieprzyjemne potknięcie. I kto to sprawił? Raptem siedem tysięcy greckich wojowników. Siedem tysięcy przeciwko stu tysiącom!
Helleńskim oddziałem dowodził jeden z dwóch królów Sparty,
Leonidas. I to on zdecydował, że w decydującej fazie, bronić przesmyku stało trzystu Spartan. Zresztą, Spartanin nie mógłby postąpić inaczej - z bitwy mógł wrócić tylko
"z tarczą albo na tarczy" . W wąwozie pozostało również siedmiuset
Tespijczyków i czterystu
Teban. Oprócz tych ostatnich, którzy poddali się królowi królów, wszyscy pozostali zginęli, odmawiając ofiarowanej łaski, walcząc do ostatniego tchnienia. Grecki historyk
Herodot podaje, że gdy utracili już oręż, Spartanie walczyli czym popadło: „zębami i pazurami".
Mimo, iż Grecy przegrali bitwę termopilską, zadali poważne straty armii perskiej, a jeszcze większe jej prestiżowi. Odwaga i poświęcenie dla wspólnej, panhelleńskiej sprawy nie okazały się daremne – dały przykład innym polis „jak wojować", impuls do dalszego oporu oraz nadzieję na ostateczne zwycięstwo. Bohaterstwo Spartan oraz nazwa Termopile żyć będą przez wieki jako synonim honoru, odwagi oraz poświęcenia w obronie ojczyzny; podobnie jak imię Leonidas. Termopile natchnęły Greków do tak zaciętego oporu, że w bitwach pod
Salaminą i
Platejami zmusili perskiego smoka do upokarzającego odwrotu i rezygnacji z planów podboju Europy. Maleńka Grecja, z której wychodzą korzenie zachodniej cywilizacji, ocaliła wówczas kontynent przed despotyzmem i mistycyzmem, ważąc na tysiące lat na jego obliczu.
Książkowy opis bitwy pod Termopilami zapiera dech w piersiach rozmachem, plastycznością narracji, dbałością o szczegół. Realizm jest tak zaawansowany, że czytelnik musi uważać by nie zakrztusić się kurzem wzniecanym obuwiem wojowników, wzdrygnąć od zapachu krwi czy przerazić szczękiem oręża. Pressfield uniknął zarazem pułapki nadmiernego patosu i lukrowanego heroizmu. Obraz bitwy widziany oczyma giermka Kseonesa jest odarty z takich pustych klisz. Tutaj walka to krew, pot i łzy, a nawet więcej: krew, flaki, odcięte kończyny i chłodna rzeczywistość śmierci.
Polskie wydanie książki zbiegło się z tragicznymi wydarzeniami
11 września 2001 roku. Kto po nią sięgnie, oprócz niezaprzeczalnych wrażeń estetycznych, będzie mógł oddać się refleksji nad pierwszym w historii starciem Wschodu z Zachodem. Starciem, w którym ocean czasu przed Bitwą o Anglię,
„tak wielu zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym" . I zawdzięcza do dziś.