Miron Białoszewski pisał dziennik od czerwca 1975 roku do maja 1976 roku. Stąd, jak łatwo policzyć ,musiało upłynąć
ponad 30 lat aby po raz pierwszy ukazało się w całości "Chamowo". Była noc z 13 na 14 czerwca gdy zaczyna się treść "Chamowa". Jak się dowiadujemy ,była to ostatnia noc, jaką pisarz spędził w mieszkaniu przy placu Dąbrowskiego. Dalszy ciąg dziennika to już mieszkanie przy ulicy Lizbońskiej, gdzie pisarz przeprowadził się po 17 latach zamieszkiwania przy
w/w placu . Opisuje powolne oswajanie się z nowym miejscem na peryferiach Saskiej Kępy jak i inne szczegóły z życia.
Co i kiedy załatwiał w urzędach, jakimi autobusami nocnymi jeździł po mieście, gdzie zrywał i kupował kwiaty, kogo odwiedzał i jak przyjmował gości. Tymi opisami sprawia ucztę swoim ulubionym czytelnikom. Wielbicieli twórczości Białoszewskiego jest dużo. Ktoś może powiedzieć : Po co takie opisywanie? Jednak w wypadku Białoszewskiego, nie można się nawet zastanawiać nad sensem życiopisania. Autor "Pamiętnika z powstania warszawskiego" to co banalne i nudne potrafi przeobrazić w poezję. Tylko on w elektrowni widzieć może mury wielkiego zamczyska, a widząc rusztowanie w deszczu może dostrzec i napisać:"...rury pięknie mokre. Okapują..." Białoszewski to wszystko widział i zapisał w swoich dziennikach.
Stworzył specyficzny portret Warszawy. Po przeczytaniu książki, na pewno nie "...zmaszynowieje serce" , ale z podziwem
pozazdrościmy Białoszewskiemu umiejętności zapisu codzienności,portretu stolicy i jej okolic.