Damianek, lub jak kto woli, Demonek – prawie dwunastoletni chłopiec o ogromnym temperamencie i jeszcze większych ambicjach. Kolejna już część opowiadań Mariusza Niemyckiego o małych chłopcu, imieniem Damian to bardzo radosna historia o Świętach Bożego Narodzenia, Mikołaju i jego losach.
W domu u Damianka, goszczą wszyscy, cała rodzina zjechała się na święta, grudniowe święta Bożego Narodzenia. Głównym zadaniem Damianka jest ubranie choinki, co idzie mu nieźle, do czasu, gdy musi wymyślić co zrobić, aby zastąpić czymś innym, potłuczony przez siebie czubek od choinki. Rozwiązanie problemu znajduje się w gazecie, gdzie
nasz Główny bohater znajduje zdjęcie Pałacu Kultury i Nauki – opublikowane tam, z okazji jakiejś wystawy o znaczeniu międzynarodowym. Zdjęcie to, wycięte z gazety, wędruje na wierzchołek choinki w roli czuba. Nasz główny bohater – Damianek, jest również właścicielem psa, wabiącego się Parmezan. To podczas spaceru z nim, dochodzi do spotkania z Świętym Mikołajem. Na spacerze z psem, nasz główny bohater był bardzo lekko ubrany. Podczas tego spaceru, Damianek spotyka Bogusia Pacułę,
swojego najlepszego kumpla, ten jest dużo cieplej ubrany, tak jakby wybierał się na biegun. Ten, wcześnie rano, zauważył na nieboskłonie coś dziwnego, i nawet został pokazany w telewizji jako świadek lądowania UFO a tak naprawdę to były tylko sanie Świętego Mikołaja. Do obserwacji UFO, wykorzystano lornetkę, kiedyś należącą do Damianka – naszego głównego bohatera, którą to ten, pożyczył swojemu kumplowi – Pomponowi.
Tą lornetkę, Damianek dostał na kolejne urodziny a pożyczył w nieoddanie Pomponowi, a ten z kolei, robi na niej dobry interes, biorąc pieniądze za wypożyczenie. W międzyczasie, gdzieś zaginął pies Damianka – naszego głównego bohatera. Odnalazł się po kilku chwilach z kawałkiem czerwonego materiału w pysku. Jak się później okazało, były to szaty Świętego Mikołaja. Na spacerze z psem, Damianek spotyka też Pompona Parmezan, pies Damianka, nadszarpnął godność Świętego Mikołaja a ten, odwzajemnił się mu w dziwny sposób – zamiast dawać prezenty, zaczął je odbierać. Lądowanie UFO, czyli sań Świętego, miało miejsce nad strumykiem. Udali się tam Damianek, który zdążył się przebrać w coś cieplejszego, Boguś Pacuła i Pompon. Nad strumykiem zastali tylko bezdomną kobietę oraz ślady kopyt i płóz na ziemi. Ta
bezdomna kobieta, to pomocnik Świętego Mikołaja. Znaleźli też fragment czerwonej nitki, którą to bezdomna kobieta chciała im odebrać, twierdząc, że pożałują jeśli nie oddadzą. Wywiązała się walka, pogonili ją, a ta bezdomna – pomocnik Świętego Mikołaja, przeszła przez strumyczek suchą stopą, nie mocząc się wcale. To przestraszyło Damianka i jego kumpli, wszyscy uciekli znad strumyka do swoich domów.
Po powrocie do domu, Damianek został, przez swojego starszego brata, obdarowany starym kijem hokejowym. Był to kolejny prezent, jaki Damianek otrzymał od swojego starszego brata.
Kaśka – siostra bliźniaczka naszego bohatera, podobnie jak mama naszego bohatera, były nieprzychylnie nastawione do myśli i idei zabijania karpia wigilijnego.
Kolejnym etapem w życiu Damianka był wyjazd całej rodziny i ciotki, do hipermarketu, tam skradziono ciotce portfel a po drodze do supermarketu były korki, co popsuło humor całej rodziny. Nasz główny bohater – Damianek, zgodził się zostać w domu, pozostało mu opiekowanie się podrzuconym siostrzeńcem, przy którym dokonał podziału wygrzebanych ze starego pudła z dołu szafy rzeczy, na prezenty dla rodziny. Po powrocie, nastąpiła kulminacja zdarzeń, i doszło do zniszczenia potraw wigilijnych – mama Damianka, przypaliła wigilijnego karpia.
W końcu, dochodzimy do samego spotkania Damianka i Świętego Mikołaja. Wcześniej do pokoju Damianka zawitała bezdomna kobieta, weszła a raczej wskoczyła przez okno. Damianek postawił się i nie chciał oddać skrawka czerwonego materiału. W końcu w pokoju, poprzez kaloryfer, zjawia się sam Święty. Ten, chcąc odebrać prezenty, co zresztą zapowiedziała ta bezdomna kobieta – pomocnica samego Świętego, został kilka razy uderzony przez Damianka kijem do hokeja w tyłek. Było to na tyle nieprzyjemne przeżycie, że Święty zrezygnował ze swojej akcji. Przy okazji wyszło, że kumple Damianka w łatwy sposób poddali się woli Świętego, a na tyłku Mikołaja, w jego szatach, świeciła dziura po zębach Parmezana.
Tak skończyła się ta historia, historia Świąt Bożego Narodzenia, Mikołaja i Damianka, przy okazji, wyszło na jaw, że te święta są jakieś biedne, bo… prezenty są jakieś marne. Tak stwierdził tata Damianka.
Więcej recenzji na temat Przypadki Damianka - Podejrzany Facet z Czerwonym Nochalem