XIX stulecie – jakżeż żyć w takiej epoce, gdzie ani komu po mordzie nałożyć, ani prawdziwej przygody przeżyć! Pozostają tylko teatr, zalewanie robaka i przelotne miłostki. Syn komediopisarza Aleksandra Fredry, Jan Aleksander, nie należał do miłośników czasu, w jakim przyszło mu żyć. On, człowiek do wielkich rzeczy stworzony, musi nagle porzucić marzenia o wojence i siedzieć w tym nieszczęsnym Paryżu połowy dziewiętnastego wieku. A potem gospodarować w otrzymanym od ojca majątku Beńkowa Wisznia, co w praktyce sprowadza
się do codziennego mówienia stodole „dzień dobry”. Czasem tylko jakieś polowanie się zdarzy, a później obowiązki, rodzina, nuda i jeszcze raz nuda. „Fredro i fredrusie” to książka uchodząca za kontynuację „Wspomnień z lat ubiegłych” Zofii z Fredrów Szeptyciej, córki komediopisarza i matki przyszłego greckokatolickiego metropolity Andrzeja. Tu jednak, inaczej jak we „Wspomnieniach”, do czynienia mamy ze zbiorem korespondencji rodzinnej ułożonej przez wydawcę (Bogdan Zakrzewski) tak, by ukazać prywatne życie autora „Zemsty” i bliskich mu osób. Narracja rozpoczyna się od chwili, na której Zofia skończyła spisywać swe memuary, nie zamyka się jednak na śmierci Aleksandra, lecz sięga jeszcze początku lat osiemdziesiątych XIX stulecia. Odpowiedni dobór źródeł pozwala zagłębić się w osobowości poszczególnych piszących osób, poznać ich poglądy na doprawdy różne sprawy (od dotyczących życia codziennego aż po bieżące wydarzenia polityczne) oraz uzyskać pełniejsze wyobrażenie o otaczających je osobach i dziejącej się dookoła historii. Aleksander splinuje nadal, cierpi na rozliczne choroby (o czym jego żona, Zofia z Jabłonowskich, obszernie i z wieloma szczegółami informuje syna w wysyłanych doń listach) i, wraz z postępującym wiekiem, coraz bardziej zamyka się w murach swego lwowskiego dworku, choć mimo to zdarzają mu się lepsze dni. Dokoła niego dzieje się jednak wiele. Bo to i czas powstania styczniowego z poprzedzającymi go patriotycznymi manifestacjami i smutnymi dla narodu następstwami, i czas, gdy europejska scena polityczna daleka była od spokojnego trwania (wrzało bowiem w różnych częściach naszego kontynentu) . Wszystko to jednak stanowi tło dla życia toczącego się w kręgu najbliższych pisarzowi ludzi. A są to wydarzenia, jak to zwykle bywa, o bardzo różnym zabarwieniu emocjonalnym – od radosnych, jak ślub syna z Marią Mierówną i córki z Janem Kantym Szeptyckim oraz narodziny ich dzieci, aż po momenty tragiczne, jak choćby śmierć młodej jeszcze Mizi (tak w kręgu rodzinnym nazywano żonę Jana Aleksandra) oraz dwu dzieci tak Jan Aleksandra, jak i Zofii. Spotykamy tu także wielu dobrych znajomych, jakże znakomicie opisanych na kartach „Wspomnień z lat ubiegłych”, i uzyskujemy informacje o ich dalszych losach. Obok nich zaś pojawiają się i nowe, niemniej interesujące persony. Polecam więc „Fredrę i fredrusiów” tym wszystkim, których lektura „Wspomnień” nie pozostawiła obojętnymi na losy komediopisarza, jego rodziny, przyjaciół i czasów, w których przyszło mu żyć. Bo wbrew opiniom Jana Aleksandra, była to prawdziwie „belle epoque”.
Więcej recenzji na temat Fredro i fredrusie