Może „zmyć” z siebie część „tamtych, wojennych” wspomnień. Znaleźć spokój i ukojenie. Kluczową postacią, stanowiącą punkt wyjścia do rozważań na temat wspomnień, wiary, motywacji i zachęty do pomocy innym ludziom jest osoba Profesora. Prekursora nowatorskich metod
operacji kardiologicznych. W jego osobie autorka reportażu ukazała realnego, współczesnego jej człowieka, wybitnego i cenionego lekarza, którego podziwiał m.in.: Marek Edelman. Centralnym problem związanym z postacią Jana Molla jest etyka medyczna, a dokładniej, ryzyko decyzji o zastosowaniu, nie testowanej jeszcze, eksperymentalnej, i niezwykle nowatorskiej metody operacji na tzw. „otwartym sercu”. Oczywiste było, iż pacjenci, którzy nie zostaną poddani tej operacji, w krótkim czasie najprawdopodobniej umrą. Mogło
się również zdarzyć i tak, iż umrą oni na stole chirurgicznym, a na lekarza, podejmującego się próby ratowania życia spadnie cała wina za spowodowanie śmierci. Dopiero po długich wahaniach oraz intensywnych namowach m.in.: właśnie Marka Edelmana (szkic wykonany przez młodego adepta, obrazujący schemat cyrkulacji krwi w sercu),
Profesor zdecydował się ostatecznie na ten ekstremalnie ryzykowny eksperyment. Z pozoru wątek profesora ma niewiele wspólnego z Edelmanem powstańcem. Jednak istnieje pewna klamra spajająca obydwa motywy w logiczną całość. Praca
lekarza chirurga to także nieustanny wyścig z Panem Bogiem. Edelman i Profesor walczyli o każde ludzkie życie. Pan Bóg już chcę zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystując jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej niż On by chciał. Edelman widzi potrzebę ratowania chorych na serce pacjentów, także tych w stanie krytycznym. Gdy nie potrafi ich utrzymać przy życiu, stara się zapewnić im spokój, ulżyć ich cierpieniom. Edelman ofiaruję im możliwość „godnej, ludzkiej śmierci”. „Żeby nie wiedzieli, nie cierpieli, nie bali się (...)” Doskonale zdaje sobie sprawę, że uratowanie jednego człowieka ma nikłe znaczenie wobec setek tysięcy wymordowanych w getcie czy co dzień umierających. Jednak, jak sam przyznaję w końcowych słowach utworu, każde życie stanowi dla każdego całe sto procent, więc może ma to jakiś sens.
Więcej recenzji na temat Zdążyć przed Panem Bogiem, cz. III/III