Zdążyć przed Panem Bogiem - analiza postawy M.Edelmana, cz. II
Pobyt w getcie był
dla Edelmana czasem niezwykłym, okresem, który odcisnął
niezwykle silne piętno na jego psychice. Po zakończeniu drugiej wojny światowej ostatni żyjący przywódca powstania był zdezorientowany. Niezwykle wiele wysiłku i sporo czasu zajęło mu przystosowanie
się do nowej, innej, wcale nie łatwiejszej rzeczywistości. (...)wciąż mi się zdawało, że jeszcze coś muszę zrobić, gdzieś iść, że ktoś na mnie czeka i trzeba go ratować (...) Spałem. Przesypiałem dnie i tygodnie. Ostatecznie Edelman, dzięki pomocy swojej przyszłej żony Ali, zaczął uczyć się medycyny. Zrozumiał, że tylko jako lekarz może nadal odpowiadać za ludzie życie. Edelman w pierwszych latach swojej praktyki lekarskiej, kiedy jeszcze polska służba zdrowia nie dysponowała nowoczesnymi lekarstwami oraz urządzeniami stawał czasem pod wielką palmą i obserwował wszystkie sale, na których leżeli jego pacjenci, w większości skazani na pewną śmierć. Uświadamiał sobie wtedy, że praktycznie wykonuje to samo zadanie, co w getcie, stojąc przed bramą placu przeładunkowego. (...) uprzytomniłem sobie kiedyś pod palmą, że właściwie to jest to samo zadanie, co tam. Na Umschlagplatzu. Istotą pracy Edelmana, jako kardiologa było przede wszystkim ratowanie ludzi. Pomoc innym osobom, których życie znalazło się w stanie najwyższego stopnia zagrożenia. Szczególnie atrakcyjne były dla niego przypadki wymagające podjęcia ryzyka, sytuacje, w których trzeba było postawić wszystko na jedną kartę. (...) kiedy leczysz przypadki banalne i niegroźne – robisz to niejako z obowiązku, ożywiasz się prawdziwie, dopiero kiedy zaczyna się gra. Kiedy zaczyna się wyścig ze śmiercią. Czasem gra toczyła się jedynie wokół odroczenia wyroku śmierci na jakiś, choćby najkrótszy okres czasu. Doktor doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, iż każdy dodatkowy miesiąc, tydzień czy nawet dzień życia znaczy dla uratowanego pacjenta niezwykle dużo. Pozwala mu w jakimś sensie nadrobić zaległości z lekcji, jaką jest życie. Daje mu możliwość poznania rzeczy i zjawisk, których jeszcze nie doświadczył, osób dotychczas przez niego lekceważonych. (...) każde życie kończy się i tak tym samym, ale chodzi o odroczenie wyroku (...) To właśnie Edelman nakłania profesora Molla by ten zaryzykował i przeprowadził nowatorską operację na tzw. otwartym sercu. Kluczowa wydaję się tu ciągła walka między etyką lekarską a opinią środowiska. Jeśli bowiem chirurg zostawi pacjenta na pastwę losu, tzn. nie podejmie się trudnej operacji nikt nie zarzuci mu braku kompetencji, jeśli zaś zoperuje chorego a ten umrze w skutek niezwykle nowatorsko przeprowadzonego zabiegu lekarz będzie w swoim środowisku niemalże skończony. Determinacja, z jaką młody Edelman próbuje nakłonić swojego mistrza (np. rysunek, przedstawiający cyrkulację krwi w sercu) przynosi w końcu efekty. Czternasty pacjent, właściwie pacjentka, pani Bubnerowa dostaje szansę przeżycia. Profesor zaś staję się chirurgiem światowego formatu, wzorem dla swych kolegów po fachu z wielu, wydawałoby się bardziej technologicznie zawansowanych krajów, takich jak: RFN czy USA. Dla Edelmana, jeśli już nawet nie potrafi wyleczyć swojego pacjenta, niezwykle ważny jest sposób umierania. Pamiętając o doświadczeniach z okresu pobytu w getcie, kardiolog chcę dać swoim podopiecznym szansę. Możliwość godnej śmierci. Żeby nie wiedzieli, nie cierpieli, nie bali się (...) żeby nie zmienili się w TAMTYCH. W tych z trzeciego piętra na Umschlagplatzu. Dla tego ostatniego żyjącego do dziś przywódcy powstania w getcie, niezwykle ważny był zawsze nieustanny wyścig z Panem Bogiem, który w mniemaniu Edelmana nie jest zbyt sprawiedliwy. Lekarz stara się przedłużyć ludzkie życie, w pewnym stopniu na przekór Stwórcy, lecz zawsze w dobrej wierze Pan Bóg już chcę zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystując jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej niż On by chciał.
Więcej recenzji na temat Zdążyć przed Panem Bogiem - analiza postawy M.Edelmana, cz. II