14 Listopada 2002 roku - wtorek.
Był wczesny ranek. Zjadłem śniadanie i poszedłem do szkoły. Gdy tylko do niej wszedłem zobaczyłem “Małego“. Tak naprawdę był to Lucek, a dokładniej Lucjan Wypłosz. Był spokojnym chłopcem nie lubiącym sprzeczek. Zawsze, jeśli coś mu nie pasowało kończył rozmowę i szedł do klasy. Podszedłem do niego, a on zawołał:
- Witaj!
- Cześć Mały!
-
czy twoja mama też przyjdzie do szkoły!
- Jak to możliwe, czy one się zmówiły? – zapytałem.
- Jak to możliwe, że obie przyjdą do szkoły?
- Nie wiem, ale spać
mi się chce.
- A czy tego samego dnia?
- No... Nie wiem!
- Dziwny jesteś!
Po zakończeniu rozmowy poszliśmy do klasy na lekcję. Pierwsza była nudna. A następna...
- Dzień -dzień-dzień dobry! Ha -ha-hasło na dzisiejszy dzień brzmi...
Jak zwykle panu
od matematyki płyta się zawiesiła. Po chwili jedna z dziewczyn krzyknęła:
- Jestem genialna!!!
To była Justyna.
- O! Wasza koleżanka odkryła Amerykę! -
powiedział uśmiechnięty nauczyciel.
Justyna miała nazwisko Mintas. Była dość dziwaczną, a zarazem śmieszną osobą. Lubiła „wypalić” z czymś w najbardziej nieodpowiednim momencie.
Po lekcji poszedłem do niej i zawołałem.
- Cześć odkrywczyni!
- Odczep się!
- Sorry, ale nie musisz się od razu denerwować!!!
- Gardło mnie boli! Masz jakąś tabletkę?
Zamyśliłem się i w tym momencie przyszedł Tomek.
- Cześć Krzysztof!
- Cześć!
- No masz tą tabletkę!!! - powiedziała zdenerwowana Justyna.
- Idź do pielęgniarki!
- Sam sobie idź.
I poszła.
- Czy z technologii było coś zadane? - zapytał Tomek.
- No! Dwa zadania! Co? Jak zwykle nie zrobiłeś?
- A jak myślisz?!
Lekcja techniki jak zawsze zaczęła się od słów: “zapomniałem(am) zeszytu”
lub “chciałbym (chciałabym) zgłosić nie przygotowanie!” Wiele osób nie miało tej możliwości i „posypały się” jedynki. Ja postanowiłem się przyłożyć, a więc byłem
bardzo dobrze przygotowany.
- Krzysztof przeczyta nam swoje zadanie domowe! - powiedział nauczyciel.
- Z miłą chęcią!
- O! Masz zrobione zadanie domowe? - zapytał zdziwiony (zwykle nie odrabiałem zadań z technologii).
- Tak proszę pana.
- A więc przeczytaj!
Czytałem przez dziesięć minut. Wszyscy byli strasznie zaskoczeni. Po przeczytaniu pan powiedział:
- Bardzo dobrze! Dostaniesz ocenę bardzo dobrą!
- Dziękuję!
Przez całą lekcję starałem się być bardzo aktywny (pan bardzo lubił takie osoby). Po lekcji podszedł do mnie i powiedział:
- Robisz diametralne postępy! Za dzisiejszą aktywność otrzymasz ocenę, którą daję tylko uczniom o zaskakujących zdolnościach i wyróżniającym się wysokimi postępami w krótkim czasie.
-Proszę pana! – zawołał jakiś dzieciak.
- Nie przeszkadzaj mi teraz! Idź stąd.
W tym momencie wpisał mi szóstkę. Byłem naprawdę zaskoczony, bo jeszcze nikt nie dostał takiej oceny z tego przedmiotu. Czułem się jakbym otrzymał tytuł honoris causa.
- Dziękuję!!!
Po wyjściu z klasy Tomek podszedł do mnie i powiedział:
- Aleś się dzisiaj popisał.
- Po prostu postanowiłem się zmienić.
- Ty i zmiana! Chyba żartujesz!
- Muszę! W końcu pochodzę...
- Tak, wiem. Ze szlacheckiej rodziny, ale co z tego?
- A to z tego, że moja mama przyjdzie za tydzień do
szkoły i zobaczy moje oceny. Gdy zauważy ich brak lub same czwórki i tróje to się załamie!!! Będę musiał pojechać do Gathland, a w pałacu taty nie dadzą mi spokoju!!!
- Że ty się nie cieszysz z tego, że jesteś bogaty. Czemu nie mieszkacie wszyscy w pałacu?
- Bo mama nie chciała. Powiedziała, że nie można się przyzwyczajać do bogactwa. To i tak dobrze, że zgodziła się na tytuł!
- A czemu mieszkacie w Polsce, a nie w Anglii?
- Bo mama jest Polką i wolała, żebym rozwijał się w Polsce.
- Tata się na to zgodził?
- Ciężko było go przekonać, ale mama powiedziała, że jeśli wychowywałbym się w Anglii wśród bogatych stałbym się bardzo samolubny i nie zadawałbym się z ludźmi niższych sfer. To zmarnowałoby mi całe „zwyczajne” dzieciństwo.
- Jak to?
- Normalnie! Chodziłbym do szkoły dla bogatych lub uczyłbym się w pałacu. Wszędzie jeździłbym z szoferem, kupowano by mi to, co bym chciał. Przecież pieniądze to nie wszystko!!!
- To prawda!
Wtedy zadzwonił dzwonek. Na polskim ustaliłem z panią termin sprawdzianu i oddałem parę wypracowań. Pani się ucieszyła, że wreszcie wziąłem się do pracy.
Po powrocie ze szkoły od razu pochwaliłem się szóstką z techniki. Mama pogratulowała mi i poszedłem się uczyć.
W nocy zdarzyło się coś strasznego i trochę się przestraszyłem. Nic dziwnego, w końcu spadły trzy talerze i to same!
Więcej recenzji na temat PAMIĘTNIK KRÓLA KRZYSZTOFA - rozdział 1, cz.2