Gdy Matthew Pearl miał
kilka lat, zaintrygowała go postać z okładki
„Sierżanta Pieprza” Beatlesów – tak pierwszy raz zetknął
się z Edgarem
Allanem Poem. W drugiej
powieści powraca do tej dziecięcej fascynacji,
nie porzucając recepty, która sprawdziła się przy okazji „Klubu
Dantego”: połączenia tajemnicy literackiej z zagadką kryminalną. W
„Cieniu Poego” kryminalny wątek nasuwał się sam: śmierć autora
„Opowieści niesamowitych” jest jednym z największych znaków zapytania
amerykańskiej literatury. Poe będący w stanie delirium tremens został
znaleziony 3 października 1849 roku w gospodzie w Baltimore; kilka dni
później pochowano go na miejscowym cmentarzu.
Czy przyczyną śmierci był
alkoholizm, cholera, czy niecne praktyki politycznego gangu? W powieści
zagadkę tę próbuje rozwiązać zafascynowany autorem „Przedwczesnego
pogrzebu” adwokat wspomagany przez dwu paryskich detektywów. Pearl jest
solidnym rzemieślnikiem. Mimo to, a może właśnie dlatego, książka
sprawia wrażenie przeładowanej: autor za bardzo koncentruje się na
realiach epoki, a w mnogości wątków chwilami gubi suspens. O ile w
pierwszym kryminale osiągnął równowagę między elementem erudycyjnym i
rozrywkowym, tu dał przewagę pierwszemu.
Więcej recenzji na temat Cień Poego