'' Czlowiek, ktory kochal kwiaty'' to tresciwa opowiastka z mocnym zakonczeniem...Jednak przeczytac ja warto nie tylko dla zakonczenia lecz ze wzgedu na jej caloksztalt...Budowanie napiecia, przechodzenie od nastroju radosci, spokoju i magii wiosennego wieczoru do krwawego zakonczenia mozna porownac do naglego, celnie wymierzonego uderzenia mlotkiem w potylice w najmniej oczekiwanym momencie... A wszystko zaczelo
sie w sliczny, cieply, majowy wieczor, kiedy to pewien mlodzieniec przechadzal sie z rekami w kieszeniach swego lekkiego plaszcza po nowojorskiej alei... Roztaczal wokol siebie dziwna aure przyciagania, ktora sprawiala, ze kobiety automatycznie usmiechaly sie do niego i obdarzaly go tesknymi spojrzeniami...Mlody mezczyzna zatrzymal sie przy straganie z kwiatami...Patrzac na rozlozone na stoisku zolte tulipany, zonkile, krokusy i roze zastanawial sie nad czyms gleboko, sprawiajac w tym momencie wrazenie smutnego, zdumionego, wrecz opetanego przez cos...Dziwne, ze w stan taki wprowadzilo go tak malo znaczacy gest, jakim jest zwykle wlozenie dloni do kieszenie wlasnej kurtki i dotkniecie znajdujacych sie tam przedmiotow...Mlodzieniec zdecydowal sie jednak na zakup bukietu kwiatow...Bo ONA je uwielbia...Podaruje jej bukiet zoltych roz...Stary sprzedawca kwiatow pochwalil jego decyzje i odprowadzil mlodzienca spojrzeniem wyrazajacym tesknote za miniona dawno mlodoscia...Mlody mezczyzna kontynuowal swoj marsz przez ciemniejace uliczki miasta. W jednej z nich zatrzymal sie...W dali grupka chlopcow grala w baseball...Wieczor stawal sie coraz glebszy i ciemniejszy...Mlodzieniec spojrzal na zegarek..Bylo w pol do osmej...Spozniala sie...Nagle ujrzal ta, na ktora czekal- zblizala sie do niego od strony podworza. Miala na imie nNOrma i ubrana byla w rozszerzane spodnie i bluzke z marynarskim kolnierzem. Usmiechnela sie do niego...Ale usmiech zniknal z jej twarzy, kiedy zblizyla sie do niego. Na jego obliczu w tym momencie rowniez zagoscil niepokoj. Jednak dal jej kwiaty, ale to jej nie zadowolilo...Usmiechnela sie co prawda ale zaraz oddala mu bukiet z powrotem, mowiac, iz musial sie pomylilic..ze ona wcale nie...- Wtedy wyjal z kieszeni plaszcza mlotek. Jej twarz byla juz tylko bezksztaltna masa, a usta zamarly w niemym krzyku przerazenia. Zamachnal sie mlotkiem, by zdusic ten krzyk...machal, machal, machal mlotkiem, samemu nie wiedzac ile razy w nia uderzyl...Jej cialo teraz tylko bezwolna masa, ktorej ostatnim drgnieniem zycia bylo osuniecie sie na bruk...Mezczyzna wsunal mlotek do kieszeni i oddalil sie od trupa dziewczyny...Teraz juz wiedzial, ze to wcale nie byla Ta, ktora kochal i ktorej szukal...Jego Ukochana nie zyla juz 10 lat, ale on nie mogl w to uwierzyc, to byla nieprawda- Ona istnieje, a zadaniem jego jest ja odnalezc- i odnajdzie ja...juz niedlugo, bez wzgledu na to ile ofiar bedzie to wymagalo...KONIEC
Więcej recenzji na temat >Czlowiek, ktory kochal kwiaty