Świat małomiasteczkowej Ameryki bardzo skutecznie potrafi skrywać swoje tajemnice. Wydarzenia odbiegające od ogólnie obowiązujących norm szybko zostają uznane za temat tabu, do którego nie należy wracać. A im bardziej skrywana historia, tym coraz bardziej puchnie od domysłów, pokątnych plotek, rzekomych świadków i błędnie wyciąganych wniosków. W końcu prawda daleka od rzeczywistości zostaje zepchnięta na obrzeża zbiorowej pamięci.
Czasem znajdzie się ktoś, kogo zainteresuje skandal przed lat, tchnące niedopowiedzeniem mroczne zdarzenie czy niewyjaśniony do końca los ofiary. I ten ktoś podejmuje czasem próbę dotarcia do przeszłości, wskrzeszenia wątłych tropów, dzięki którym mógłby dotrzeć do źródeł prawdy. Z reguły nie jest to proste, a tym bardziej nastręcza trudności, gdy chce się to zdziałać mając jedynie dwanaście lat.
Właśnie 12 – letnia dziewczynka jest bohaterką powieści Marthy Grimes „Hotel Paradise”. Pomagająca matce prowadzić podupadający hotel zaczyna interesować się tragiczną śmiercią swojej rówieśniczki sprzed czterdziestu lat.
Właśnie perspektywa dziecka, z której prowadzona jest narracja powieści, czyni tę książkę tak interesującą. Oto mamy przed sobą pełną pomysłów, energiczną dziewczynkę, która patrzy na świat na swój własny autonomiczny sposób. Pragmatycznie, a jednocześnie filtrując ją przez własne fantazje i emocje. Umiejętnie rozpoznaje sztuczne i nienaturalne zachowania dorosłych, doceniających tych, którzy potrafią ją traktować jak równego sobie partnera. Potrafi dotrzeć do wszystkich „odrzuconych” – opóźnionych umysłowo braci Wood czy też zdziwaczałej wiecznie na rauszu ciotecznej babki Aurory. Zadaje proste pytania, uważnie słucha. Nie jest mała supermenką, często nie rozumie rodzących się w niej uczuć, a odkrywane fakty czasami przytłaczają ją swoim ciężarem. Boi się, a jednak potrafi radzić sobie z lękiem. Ma własne problemy dnia codziennego, jak choćby te związane ze starszą od niej o cztery lata, odgrywającą damę Ree-Jane, czy wiecznie niezadowoloną przygłuchą hotelową rezydentką panną Berthy. Umie dostrzec to i nazwać to, co przez dorosłych jest mechanicznie wykluczane jako zbyt oczywiste i proste, by mogło mieć miejsce. I mimo, że popełnia błędy, to właśnie ona ma szansę dotrzeć do prawdy, związanej nie tylko z tragedią sprzed lat, ale i z morderstwem, które wydarza się obecnego lata.
Powieść Marthy Grimes w tle zagadki kryminalnej oferuje nam ciekawy obraz małego miasteczka gdzieś na amerykańskiej prowincji. Przez strony książki przewijają się jego mieszkańcy ze swoimi zaletami i wadami, bardziej lub mnie sympatyczni, tworzący interesujący obraz zamkniętej niewielkiej społeczności.
Na dodatek wszystko opisane jest z dużą dawką humoru na dobrym poziomie. Polecam!
Więcej recenzji na temat Hotel Paradise