Debiutancki album „Insekt” prezentuje oryginalny język obrazkowy i jest
świadectwem artystycznej dojrzałości młodego
Niemca, co w wypadku tak
małego dorobku zdarza się rzadko. Mamy tu świat zamieszkiwany
przez dwa gatunki istot: ludzi i humanoidalne
insekty. Ci pierwsi
rezydują w zatłoczonych miastach, gdzie smog i zanieczyszczenia nie
pozwalają nawet spojrzeć sobie w oczy. Z kolei insekty, które zdaniem
ludzi są mutantami przenoszącymi choroby, zostały zepchnięte do
rezerwatów. Głównym bohaterem jest Pascal, mały chłopiec przybywający
właśnie do miasta. Szybko aklimatyzuje się w nowej szkole, zdobywa
przyjaciół, a dzieciaki z klasy powierzają mu nawet stanowisko
przewodniczącego. Jednak pewnego dnia okazuje się, że klasowy
ulubieniec jest insektem. Koledzy rozpoznają w nim „obcego” i stają się
nagle jego śmiertelnymi wrogami. „Insekt” to bowiem w istocie
paraboliczna historia o nienawiści do „innego”,
uprzedzeniach i
panicznym lęku przed nieznanym. Paradoksalnie dzięki jej prostocie
opowieść Hommera możemy odczytać jako dzieło o uprzedzeniach rasowych,
religijnych czy etnicznych. Fabuła współgra z oszczędnymi rysunkami,
przybrudzonymi rastrem, które z jednej strony przywodzą na myśl
dokonania popartu, a z drugiej mistrza amerykańskiej sceny niezależnej
Chrisa Ware’a. Hommer to taki komiksowy Kafka – mimo oszczędnej formy
daje czytelnikowi bardzo wiele.