Ze wszystkich ksiąg "Pana Tadeusza" najbardziej zainteresowała mnie
księga IV pt. "Dyplomatyka i łowy".
Po wieści, że
w okolicznej kniei ukazał się niedźwiedź, wszyscy wyruszają na polowanie.
Ksiądz Robak siedzi w karczmie u Jankiela i w umiejętny sposób agituje rozkrzyczaną szlachtę zaściankową do wsparcia przygotowywanego na Litwie powstania przeciwko Rosjanom. Co chwila wyciąga piękną tabakierkę z wizerunkiem Napoleona i częstuje ich tabaką, sprytnie naprowadzając rozmowę na tematy narodowo - wyzwoleńcze.Podczas polowania niedźwiedź został zapędzony w stronę Tadeusza i Hrabiego. Obaj spudłowali i już zwierzę miało się rzucić na ostatniego z rodu Horeszków, kiedy nagły strzał zwalił go z nóg. To ksiądz Robak celnym strzałem zabił niedźwiedzia, ratując życie Hrabiemu i Tadeuszowi. Skąd się nagle zjawił na polowaniu - nie wiadomo.
Wojski na swym wspaniałym rogu obwieszcza koniec łowów. Wszyscy raczą się tradycyjnym polskim bigosem, którego smak i zapach poeta szczegółowo opisuje.