KSIĘGA V KŁÓTNIA
Telimena zastanawia się nad swoją przyszłością, nad tym, z kim ją lepiej związać – z Hrabią, czy z
Tadeuszem, bo widać, że obaj się nią interesują. Hrabia – bogaty, urodziwy, młody, z arystokracji, ale czy zechce ożenić się z kobietą o kilka lat od niego starszą, czy pozwoli mu na to rodzina… Tadeusz, to poczciwy, prosty chłopak, widać, że chyba pierwszy raz zakochany. Mogłaby wyjechać z nim gdzieś, wyprowadzić w świat i ukształtować jego charakter po swojej myśli. Postanawia podsunąć Hrabiemu Zosię, a sama zająć się Tadeuszem.
Woła do siebie Zosię, karmiącą ptactwo. Mówi
jej, że skończyła już 14 lat i przyszedł czas, żeby wprowadzić ją w świat – na salony. Chce zająć się jej towarzyską edukacją. Zosi ten pomysł bardzo się spodobał, dość już miała siedzenia w alkowie i karmienia kur. Telimena zaczęła od tego, że odpowiednio ubrała i uczesała Zosię. Wyglądała pięknie, ale zachować się nie umiała – dygnięcia jej wyraźnie nie wychodziły. Mimo to postanawia przedstawić ją gościom – prosi, by Zosia była szczególnie grzeczna dla Hrabiego.
Myśliwi zaczynają się schodzić po polowaniu. Pierwsi na salę wchodzą Hrabia z Tadeuszem. Kiedy Telimena przedstawia im Zosię, Tadeusz poznaje, że jest to ta dziewczyna, którą zobaczył zaraz po przyjeździe. Nie była to, jak mu się wcześniej zdawało – Telimena. To odkrycie zupełnie zbija go z tropu, nie wie co powiedzieć, jak się zachować. Wojski, widząc jego konsternację, proponuje mu pójść do swojej izby i odpocząć. Telimena też zauważa zmieszanie Tadeusza na widok Zosi i złości ją taka sytuacja. Zaczyna robić mu wyrzuty i Tadeusz z zdenerwowaniu wychodzi. Długo chodził po okolicy, aż dotarł do Świątyni Dumania, gdzie Telimena wczoraj dała mu klucz do swojej sypialni.
Zobaczył tam płaczącą Telimenę. Wzruszyło go to i
chciał do niej podejść, gdy Telimena zaczęła się dziwnie zachowywać – biegać, skakać, rzucać się upadać. Myślał, że jest chora – dostała pomieszania zmysłów. Przyczyna była jednak inna – Telimena usiadła w pobliżu mrowiska i oblazły ją mrówki. Tadeusz pomógł jej oczyścić ubranie z mrówek. Pogodzili się, jednak ich rozmowę przerwał dzwonek wzywający na kolację. Postanowili wrócić osobno, żeby nie wzbudzić niczyich podejrzeń. Zdawało im się jednak, że ktoś ich obserwuje – być może Hrabia i ksiądz Robak.
Zaczęła się kolacja, ale przebiegała w milczeniu. Myśliwi nieswojo się czuli, bo to ksiądz nie oni, upolował niedźwiedzia, Asesor i Rejent mieli w pamięci hańbę swych chartów.
Hrabia wrócił z przechadzki skwaszony, jakby na złość Telimenie - nadskakuje Zosi. Tadeusz też jest posępny. Patrząc na Telimenę zauważa jej wiek, niedostatki urody, które usiłuje ukryć pod makijażem. Gryzie go to wszystko i sam nie wie, co począć. Złości go też serdeczna rozmowa Zosi z Hrabią.
Podkomorzy, Sędzia i Wojski też są skonsternowani taką milczącą kolacją i w końcu Wojski wygłasza mowę – jak powinno się zachowywać w towarzystwie – rozmawiać, bawić damy, a nie siedzieć w milczeniu. Pociesza myśliwych, że i najlepszym strzelcom zdarza się chybiać. Zwraca się też do Hrabiego i Tadeusza:
Kochany Tadeuszku i Wielmożny Grafie!Ilekroć zaś wspomnicie o dzisiejszym trafie,Wspomnijcie też starego Wojskiego przestrogę:Nigdy jeden drugiemu nie zachodzić w drogę,Nigdy we dwóch nie strzelać do jednej źwierzyny".
Żałuje, że nie ma wśród nich Robaka – bo chciałby pogratulować mu celnego strzału. Sędzia, pijąc zdrowie księdza, obiecuje za ten czyn, przez dwa lata łożyć na utrzymanie klasztoru. Co do niedźwiedziej skóry – uważa, że to Podkomorzy powinien zdecydować, kto ją dostanie. Podkomorzy decyduje oddać ją Hrabiemu. Sądził, że to ucieszy Hrabiego, stało się jednak odwrotnie. Hrabiego dręczyły wyrzuty sumienia, że gości w swoim zamku, a jednocześnie u swych odwiecznych wrogów – Sopliców. Poza tym czuł zawiść do Tadeusza, więc rzekł:
"Mój domek zbyt małyNie ma godnego miejsca na dar tak wspaniały;Niech lepiej niedźwiedź czeka pośród tych rogaczy,Aż mi go Sędzia razem z zamkiem oddać raczy".
Podkomorzy, widząc, że zanosi się na kłótnię, próbował coś powiedzieć, lecz przerwał mu Gerwazy, który przyszedł nakręcić zegary. Czynił to tak głośno, że przeszkadzał Podkomorzemu. Gerwazy nie przejął się jego uwagami – stwierdził, że to raczej on i Hrabia są tutaj na zamku u siebie, a nie pozostali. Do dyskusji włączył się Protazy; z całej siły rzucił w Gerwazego pękiem kluczy i rozgorzała prawdziwa kłótnia – zrobił się wielki krzyk, nad stołami latały butelki. Tadeusz wyzwał Hrabiego na pojedynek. Telimena zemdlała, Zosia usiłowała chronić starego Gerwazego przed atakami młodzieży. Ten chwycił długą ławę i chciał nią powalić przeciwników, gdy spostrzegł Wojskiego. Ten trzymał w ręku nóż i chciał nim rzucić w Hrabiego. Gerwazy próbował Go zasłaniać swoim ciałem i trzymaną w rękach ławą. Przedostał się jakoś na górę, gdzie stały stare organy. Zaczął z nich wyciągać ciężkie, ołowiane rury, którymi chciał godzić w przeciwników. To mogło być bardzo niebezpieczne i zwolennicy Sędziego i Podkomorzego zaczęli się tłumnie wycofywać z zamkowej sieni. A tam zostało istne pobojowisko:
W ludziach straty nie było; ale wszystkie ławyMiały zwichnione nogi, stół także kulawy,Obnażony z obrusa, poległ na talerzachZlanych winem, jak rycerz na krwawych puklerzach,Między licznemi kurcząt i jendyków ciały,W których piersi widelce świeżo wbite tkwiały.
Zamek opustoszał. Zostali tylko Hrabia z Gerwazym. Mówili o tym, że zamek przez 400 lat należał do Horeszków. W ręce Sopliców dostał się niezgodnie z prawem – w wyniku Targowicy. Gerwazy doradzał zrobić zajazd na zamek i odebrać go zbrojnie. Hrabia chciał wzywać do pomocy chłopów i lokajów, ale Gerwazy radził, że lepsza będzie zaściankowa szlachta. Powoli zaczął ich obu morzyć sen i zmęczeni zasnęli.